sobota, 31 stycznia 2026

NoS s2 - Odcinek 2

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 2: Ucieczka

Nagle huk przebił ciszę - błyskawica uderzyła w dach, a drewniane belki trzasnęły, rzucając kurz w powietrze. Światło rozdarło mrok, a czas zdawał się zatrzymać.

Dach rozwarł się na moment, a Jagna poczuła, jak powietrze wlewa się do środka, jakby zapraszając ją do ucieczki.

Nie czekając, wstała i wybiegła w nieznane, przed siebie, byle dalej, byle z dala od ciemności.

Wbiegła między drzewa, nie patrząc za siebie, tylko przed siebie - każdy krok był ucieczką od cienia, od ciszy, od tego, co ją więziło.

Po drugiej stronie wszystko było inne. Cisza miała ciężar, a powietrze pachniało wilgocią i ziemią rozkładu. Liście pod jej stopami szeleściły zbyt głośno, jakby ktoś słuchał.

Nagle na ścieżce przed nią pojawiła się postać. Spaleniec. Jego ciało skwierczało iskrami, jakby ogniem karmiła się sama skóra. Oczy płonęły czerwonym żarem, pełne bólu i pragnienia.

Nie mówił, ale jego obecność była ostrzeżeniem. Jagna poczuła, że życie, które znała, jest kruche - ulotne jak płomień, który może zgasnąć w każdej chwili. Spaleniec zbliżał się powoli, krok po kroku, z ogniem w oczach, który zdawał się pragnąć pochłonąć wszystko, co żywe.

Serce Jagi zabiło szybciej - czuła, jak zimny strach ściska jej gardło. Kiedy Spaleniec miał ją już pochwycić, wśród drzew rozległo się szczekanie.
Z ciemności wybiegł pies, silny, zdrowy, szczerzący kły. Zbliżył się bez lęku, a Spaleniec ustąpił, zatrzymując się w bezruchu. Wyciągnął tylko rękę, pokazując palcem drogę, która prowadziła dalej - przez mrok, przez nieznane.

Jagna skinęła głową. Zrozumiała, że musi podążać, choć nie wiedziała dokąd.

Biegła dalej, z każdym krokiem czując ciężar decyzji i pragnienie przetrwania.

W końcu dotarła do Zagajnika. Upadła pod powalonym drzewem, a jej oddech mieszał się z szeptem liści.

niedziela, 25 stycznia 2026

Gdy las milczy, piwnica mówi

Po świętach zawsze zapada głęboka cisza. Stoły, jeszcze niedawno pełne gwaru, teraz świecą pustką, a zapachy dawno wywietrzały, ustępując miejsca surowemu, zimowemu rytmowi. To, co działo się wcześniej, było zaledwie próbą - teraz zima trzyma twardo i bez żadnych negocjacji. Las zupełnie ucichł i nie zamierza oddać już nic więcej; gałęzie stały się kruche, ziemia zamknęła się w sobie, a znane ścieżki zniknęły pod warstwą lodu. Nawet zapach drzew stał się płaski i suchy, jakby całe życie zeszło głęboko pod korzenie, zupełnie poza zasięg ludzkich rąk.
 
​W takie dni schodzi się niżej, tam, gdzie powietrze jest chłodne i gęste, nasycone aromatem jabłek, miodu i wilgotnego drewna. W piwnicznym półmroku słoiki stoją w równych rzędach - jedne lekko przykurzone czasem, inne wciąż lśniące po jesiennym myciu, a każdy z nich skrywa w sobie zamknięty dzień sprzed wielu miesięcy. To tutaj nalewki dojrzewają w absolutnej ciszy, miody z mniszka gęstnieją do koloru letniego słońca, a syropy przestają być tylko obietnicą, stając się realnym zapasem na trudny czas.
 
​Warto wtedy sięgnąć po gąsiory z winem z dzikiej róży, które przez długie miesiące zrzucało z siebie garb cierpkości, by wreszcie wyklarować się do głębokiego, herbacianego brązu. Gdy mróz na zewnątrz dobija do dziesięciu kresek, takie wino otwiera się powoli i ciężko, niosąc w sobie echo owoców, które przemarzły jeszcze na krzakach, zanim trafiły do szkła. Przy ogniu, z dodatkiem korzennych przypraw, trunek zaczyna mówić pełnym głosem, rozgrzewając nie tylko dłonie, ale i zdrętwiałą od zimy duszę.
 

​Tu nie ma miejsca na pośpiech, jest tylko cierpliwość, która właśnie teraz zaczyna procentować. Piwnica przestaje być zwykłym magazynem, stając się strategicznym odwodem na czas, kiedy zima dobitnie pokazuje swoją długość. Las odpocznie w swoim letargu, a wraz z nim można odpocząć i tutaj - z poczuciem spokoju, że ktoś, kiedy było jeszcze ciepło i jasno, pomyślał o tym właśnie dniu.

wtorek, 20 stycznia 2026

Entropia rzeki

Natura nie dąży do równowagi, lecz do chaosu. To, co widać na rzece w środku zimy, nie jest procesem budowania ładu, ale zapisem rozpadu i działania sił, nad którymi nie ma kontroli. Lód nie tworzy tu spokojnej tafli - jest chaotycznym zbiorem odłamków, płyt i klinów, które zderzają się ze sobą, piętrzą i klinują nurt, tworząc zatory o nieprzewidywalnej trwałości.

Rzeka w tym stanie jest systemem skrajnie niestabilnym. Pod lodem woda nie płynie równo - szarpie, cofa się, przyspiesza w wąskich gardłach. Co jakiś czas słychać suchy trzask albo głuche dudnienie, jakby coś pękało w środku. To napięcie rozładowuje się nagle: płyta lodu przesuwa się o kilka centymetrów, krawędzie kruszą się i znikają w nurcie. Nic tu nie jest stałe, nawet to, co wygląda na zamarznięte.

Każdy ruch wody pod lodem jest próbą zerwania narzuconych ograniczeń. Każde pęknięcie to efekt sił, których nie da się zamknąć w prostych ramach. Nie ma tu harmonii  - jest tarcie, ścieranie, niszczenie krawędzi. Lód, który z daleka wydaje się trwały, z bliska zdradza swoją kruchość i fałszywe obietnice stabilności.



W tym chaosie kryje się autentyczność przyrody. Nie jest ona twórcą estetycznych pejzaży, lecz procesem, który nieustannie komplikuje formę i prowadzi ją ku rozpadowi. Zima tylko wyostrza ten mechanizm, obnażając go bez upiększeń. Rzeka nie udaje spokoju - pokazuje napięcie, które w innych porach roku pozostaje ukryte pod powierzchnią.

czwartek, 15 stycznia 2026

NoS s2 - Odcinek 1

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 1: W niewoli

Jagna ocknęła się w ciemności, gdzie nie docierał żaden dźwięk - tylko pustka, ciężka i głucha jak grobowa ziemia. Powietrze śmierdziało kurzem i zgniłym drewnem, które zdawało się rozkładać w tym ciasnym, dusznym kącie. Nie wiedziała, gdzie jest. Ostatnim, co pamiętała, był cmentarz - ścisłe powietrze przy grobie prababki, i wypalona lampa wisząca przy zardzewiałej bramie.

Próbowała się wyprostować, ale strop nad nią ciążył jak ciemna belka, niemal dotykając skroni. Jedynie mogła siedzieć, przesuwać dłonie po chropowatych deskach i badać to ciasne pomieszczenie - kilkanaście metrów kwadratowych, kształt prostokąta, strop tak niski, że zdawał się w każdej chwili przygnieść ją do ziemi.

W uszach zaczęło dudnić - ciężki szum deszczu, jakby za ścianą waliła ulewa. Poddasze. Strych. Ale nie było żadnego światła, żadnego wyjścia, żadnej klapy w podłodze. Ktoś ją tu zamknął. Kto?

Dlaczego jej ostatnie wspomnienia krążyły wokół cmentarza? Co wydarzyło się potem, nim trafiła w ten więzienny mrok? Ktoś ją porwał? Skrzywdził? Nie czuła bólu ani ran, lecz gniewający się lęk ścisnął jej serce, rosnąc z każdą chwilą spędzoną w tej beznadziei.

Co teraz? Czy ktoś wędruje po lesie, szuka jej cienia? Jak długo już trwa ta samotność - zagubiona, uwięziona w mrocznej piwnicy duszy?

Jagna przesuwała palce po chłodnych deskach. Coś twardego zahaczyło o jej skórę - kawałek zimnego metalu, ciężki i niepokojący w dotyku. Nie umiała powiedzieć, czy to przypadek, czy znak. Trzymając go w dłoni, poczuła, jak serce podskakuje gdzieś między nadzieją, a lękiem.

Niewiadomo skąd, zimny powiew przeciągnął przez ciasne pomieszczenie, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i dymu - coś odległego i znajomego, jak echo lasu, który gdzieś poza granicami jej świadomości szumiało nieustannie.

W mroku przy ścianie pojawił się cień, ledwie uchwytny - ruch tak cichy, że mógł być tylko wytworem jej wyobraźni. A może ktoś obserwował?

Nagle w uszach zadrżał szept, niemal niesłyszalny, nie do uchwycenia. Nie był to głos, lecz coś więcej - ciężar milczenia, które domagało się odpowiedzi.

W oddali rozległo się wycie - długie, przeszywające, bez słów. Nie było jasne, czy to błaganie, czy ostrzeżenie. A jednak, gdzieś głęboko, Jagna poczuła, że to wezwanie.

Musiała ruszyć. Nie wiedziała dokąd, ani po co  -jedynie czuła, że stoi na granicy czegoś, co zdoła ją albo pochłonąć, albo uwolnić.

Czas tu nie miał znaczenia. Liczyło się tylko to, co niewypowiedziane i niewidoczne.

czwartek, 8 stycznia 2026

Mróz jest pożyteczny

Mróz nie jest przyjemny.
Nie przynosi komfortu ani ulgowych wyjaśnień. Przychodzi po cichu i robi swoje.
W przyrodzie mróz ma konkretną rolę: porządkuje. Ogranicza to, co nadmierne. Zatrzymuje procesy, które bez hamulca wymknęłyby się spod kontroli. Dzięki niemu wiosna nie zaczyna się od chaosu.

Mróz domyka cykle.
Rośliny potrzebują zimna, by „wiedzieć”, że stary czas się skończył. Bez tego nie ma prawdziwego początku - jest tylko ciąg dalszy.
Jest w nim też coś, czego nie da się obejść: cisza. Las zimą nie milknie dlatego, że obumarł, lecz dlatego, że odpoczywa. Cisza nie jest pustką, tylko pauzą, bez której nic nie chce odrosnąć.


Nie wszystko, co pożyteczne, musi być miłe.
Mróz uczy zgody na niewygodę - tej, która ma sens. A kiedy odejdzie, zostawia po sobie przestrzeń.
Na nowe.