Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2026

Raport grzybowy - z Krainy Wygasłych Wulkanów

Witajcie, miłośnicy leśnych skarbów!

​Dzisiejszy wpis dedykujemy wszystkim tym, którzy kochają zapach ściółki, szum sosen i tę nieopisaną radość, gdy spod mchu wyłania się brązowy kapelusz. Za nami niesamowicie owocny, choć krótki wypad do lasu. Musimy się Wam pochwalić - to był absolutny rekord wydajności!

Wyruszyliśmy rano, pełni nadziei, ale nie spodziewaliśmy się tak spektakularnych efektów, w tak krótkim czasie. Spędziliśmy w lesie zaledwie dwie godziny, a nasze koszyki błyskawicznie się zapełniły.

​Wynik? Równe 5 kilogramów zdrowych grzybów.

​To dowód na to, że natura potrafi być niezwykle hojna, jeśli trafi się w odpowiednie miejsce i czas.

Nasza trasa wiodła przez urokliwy, mieszany las. Dominowały wysokie sosny i świerki, ale nie brakowało też drzew liściastych. Teren był miejscami omszały, z dużą ilością paproci i jagodzisk. Przeplataliśmy gęste zarośla z bardziej otwartymi, słonecznymi polanami.

​Poniżej możecie zobaczyć fragment lasu, który przemierzaliśmy, oraz zapis naszej trasy. Jak widzicie, nie musieliśmy pokonywać gigantycznych dystansów - grzyby czekały na nas niemal na każdym kroku!


Nasze zbiory to prawdziwa klasyka polskiego grzybobrania, w której dominowały trzy główne gatunki. Królami ilości okazały się maślaki - to one w głównej mierze zbudowały naszą pięciokilogramową masę, rosnąc całymi rodzinami w mchu oraz trawie i błyszcząc w słońcu charakterystycznymi, śliskimi kapeluszami. Tuż obok nich meldowały się szlachetne prawdziwki, które choć mniej liczne, zachwycały grubymi trzonami, zdrowym miąższem i zapachem nie do podrobienia. Dopełnieniem całości i miłym zwieńczeniem dwugodzinnego spaceru były dwa borowiki ceglastopore - twarde, konkretne sztuki o ciemnych kapeluszach i czerwonawych trzonach, które zawsze wyjątkowo cieszą oko w lesie.





Jak widzicie, na zdjęciach są młode owocniki.  Dlatego jeśli zastanawiacie się, gdzie pojechać na grzyby, to na tym terenie, w najbliższych dniach, będzie ich jeszcze całkiem sporo - zwłaszcza, że część mikroskopijnych osobników dopiero zaczyna wychodzić z ziemi.

​Do zobaczenia na leśnych ścieżkach!

środa, 5 sierpnia 2026

Betonowa patelnia

Miasto rozgrzane do białości przypomina rozżarzoną patelnię. Asfalt mięknie pod podeszwami, powietrze stoi w miejscu, a każdy oddech smakuje jak zupa z kurzu i spalin. W takim momencie człowiek oddałby wiele za podmuch chłodnego wiatru.

​Zamiast jednak szukać ratunku w klimatyzowanych klatkach, wystarczy odbić w bok, zostawiając za sobą miejski zgiełk, i wejść pod gęste sklepienie lasu, w którym czeka prawdziwe wybawienie - leśna rzeka.


​Wystarczy samo zbliżenie się do jej nurtu, by poczuć, jak temperatura drastycznie spada. Nawet nie trzeba zdejmować butów i wchodzić do wody. Wystarczy usiąść na brzegu. Wilgoć unosząca się z prądu, chłód ciągnący od wilgotnej ziemi i cień rzucany przez drzewa natychmiast robią swoje. Las i rzeka tworzą naturalny układ klimatyzacyjny, który w kilka minut resetuje przegrzany organizm.

Jeśli wobec tego, macie taką możliwość, to zamiast miejskiego skwaru, wybierzcie leśny mikroklimat. Czas wrzucić na luz i pozwolić, by dzika woda zrobiła swoje.

środa, 13 maja 2026

W upalnym uścisku

Alert RCB o zagrożeniu pożarowym to nie są teoretyczne rozważania. Wystarczy wejść między drzewa, by poczuć, że to nie jest zwykła letnia spiekota. To walka o przetrwanie, której na pierwszy rzut oka nie widać, bo sosny wciąż stoją niewzruszone, jakby nic się nie działo.

​Ale wystarczy spojrzeć niżej. To tam las dostaje najmocniej. Mchy, jagodziska i wrzosy kruszą się pod stopami. Kałuże na duktach i okoliczne rowy to już tylko wspomnienie, spękane zagłębienia w ziemi. „Mała retencja” w takich dniach nabiera zupełnie innego, brutalnego formatu - staje się pustym hasłem, bo aktualnie nie ma czego zatrzymywać.

​W tym wszystkim ona. Czapla. Spotkana w samym środku tego wysuszonego królestwa, dobre dwa lub trzy kilometry od najbliższej wody. Stała nieruchomo między pniami, jakby szukała ratunku w cieniu, którego na jej wyschniętych bagnach już nie ma. To tylko przypuszczenia, ale widok ptaka wodnego szukającego schronienia w głębi lasu mówi o skali suszy więcej niż jakikolwiek wykres.


​Las stoi. Ale pod jego koroną życie kurczy się i pęka w ciszy. Miejcie z tyłu głowy te alerty. Wystarczy chwila nieuwagi, porzucone szkło czy niedopałek, by ten kruchy spokój zamienił się w piekło. W obliczu takiej suszy każda iskra to potencjalna tragedia. Naprawdę niewiele trzeba, by stracić to, co jeszcze próbuje przetrwać.

czwartek, 18 grudnia 2025

Co robią zwierzęta w grudniu?

Grudzień w lesie wygląda na martwy. Cisza, puste ścieżki, brak ruchu. Ale to tylko pozory. Przyroda nie znika - ona zwalnia. Zwierzęta nie marnują energii, nie robią niczego na pokaz. Każdy ruch ma sens, każda decyzja kosztuje. Zimą nie wygrywa ten, kto jest najszybszy. Wygrywa ten, kto najlepiej gospodaruje siłami.


Dziki w tym czasie schodzą niżej. Coraz częściej pojawiają się przy wsiach, na obrzeżach miast, przy polach i drogach. Nie dlatego, że chcą straszyć ludzi, ale dlatego, że w lesie jedzenia jest coraz mniej. Ryją ziemię w poszukiwaniu żołędzi, resztek kukurydzy i wszystkiego, co da się szybko zamienić na energię. Są ostrożne, ale zdeterminowane - zima nie wybacza błędów.

Lisy stają się jeszcze bardziej czujne i ciche. Polują głównie nocą oraz o świcie, korzystając z ciszy i mrozu, który spowalnia ich ofiary. Zimą częściej widać lisie tropy niż samego lisa. On woli pozostać niewidzialny, bo każde niepotrzebne spotkanie to strata cennej energii.

Sarny i jelenie poruszają się mniej i ostrożniej. Trzymają się sprawdzonych tras, znanych żerowisk i miejsc osłoniętych od wiatru. Unikają biegania, skoków i stresu. Często stoją długo w jednym miejscu - nie z lenistwa, lecz z rozsądku. Zimą spokój jest ważniejszy niż ruch.

Wiewiórki w grudniu wciąż można spotkać, ale znacznie rzadziej niż jesienią. Korzystają z zapasów, które zgromadziły wcześniej, odnajdują swoje spiżarnie i w razie potrzeby przenoszą jedzenie w bezpieczniejsze miejsca. Jeśli widzisz zimą wiewiórkę, to znak, że jesień została przez nią dobrze zaplanowana.

Ptaki, które nie odlatują na zimę, trzymają się bliżej człowieka. Ogrody, karmniki i zabudowania dają im więcej szans niż pusty, zimny las. W tym czasie nawet prosta pomoc - karmnik, woda i spokój - może realnie zadecydować o ich przetrwaniu.

Część zwierząt zapada w sen zimowy lub półsen. Niedźwiedzie, borsuki czy jeże spowalniają swoje funkcjonowanie do minimum. Reagują na bodźce, czasem się budzą, ale nie żyją pełnią aktywności. To czas przeczekania, bo natura wie, że z zimą nie warto walczyć - lepiej ją przespać.

Grudniowy las nie jest pusty. On po prostu żyje ciszej. To czas skupienia, oszczędzania energii i trwania. Zwierzęta robią dokładnie to, czego często brakuje ludziom pod koniec roku - zwalniają, upraszczają i nie szarpią się z rzeczywistością. Czasem najlepszą strategią nie jest działać więcej. Czasem najlepszą strategią jest po prostu przetrwać w spokoju.

niedziela, 30 listopada 2025

Las w trybie "minimum"

20 km nie dało żadnych nowych roślin, żadnych owoców, żadnych hub. Tylko suche trawy, nagie gałęzie i cisza. I to też jest ważne, bo las ma swój moment, w którym nie daje nic. Nie dlatego, że czegoś ‘nie znaleźliśmy’, tylko dlatego, że on sam wszedł w tryb minimalny.


Przełom listopada i grudnia to czas, kiedy nawet mech potrafi wyglądać jak wyblaknięty. Huby trzymają się wysoko na pniach, ale na ziemi pusto. Pod stopami chrupią suche liście, a drzewa stoją jakby całkiem bez życia. To naturalne. Tak wygląda moment przed zimą, kiedy las więcej zatrzymuje, niż oddaje.

I właśnie o tym nie pisze się za często: że są takie wyprawy/spacery, z których wraca się nie z pełnym koszem, tylko z obserwacją, że las też ma prawo do bezruchu.

czwartek, 27 listopada 2025

Co mówią listopadowe brzozy?

Brzozy jesienią mają jeden prosty zwyczaj: kiedy zaczyna się ochładzać i dzień wyraźnie skraca, drzewa „ściągają” wodę z pni w stronę korzeni. W praktyce oznacza to, że zanim spadną wszystkie liście, kora zaczyna robić się bardziej matowa, sucha w dotyku i lekko pofalowana. To pierwszy sygnał, że drzewo kończy sezon i zamyka transport wody.



Druga rzecz, którą łatwo zauważyć: w wilgotne, listopadowe dni brzozy przestają pachnieć żywicą. W ciepłych miesiącach zapach jest intensywny - teraz słabnie, bo sok już nie krąży. Jeśli przejdziesz obok młodych, białych brzózek i nie czujesz absolutnie nic, to znak, że przeszły w tryb oszczędzania energii.

I najważniejsze: kiedy brzozy robią się „ciche”, to zwykle oznacza, że w ciągu kilku dni zacznie się trwalsze ochłodzenie albo pierwsze przymrozki. Drzewo reaguje szybciej niż prognozy - po prostu zabezpiecza się przed nocnym spadkiem temperatury.

Krótko mówiąc: jeśli brzozy w lesie wyglądają na wysuszone, matowe i bez zapachu - jesień weszła w tę chłodniejszą fazę. Terenowo warto to obserwować, bo to naturalny barometr pogody na najbliższe dni.

niedziela, 21 września 2025

Dzika róża - talizman domu i serca

Dzika róża dojrzewa pod lasem. Kto teraz przejdzie polną drogą, zauważy gałęzie obwieszone czerwonymi owocami. Jeszcze kilka tygodni i przyjdą przymrozki, ale już dziś widać, że to krzew wyjątkowy - nie tylko ze względu na witaminy i herbatki.
O róży powiadano różne rzeczy. Nie tylko leczyła, ale i chroniła.

środa, 17 września 2025

Wrzos – roślina przesądów i zwiastun jesieni

Kiedy sierpniowe słońce zaczyna coraz niżej chylić się nad lasem, a poranki wypełniają się wilgocią i mgłą, na polanach i w borach pojawia się on - wrzos. Fioletowe kępy rozświetlają mchy, rozlewają się między sosnami i świerkami, tworząc malownicze kobierce. To znak, że lato powoli ustępuje miejsca jesieni. Wrzos jest jedną z tych roślin, które same w sobie niosą klimat przejścia - ciszę, wyciszenie, ale też tajemnicę.


Las pachnie wtedy inaczej: żywicą, wilgotną ziemią i delikatnym, miodowym aromatem wrzosowych kwiatów. Pszczoły, choć coraz mniej liczne, wciąż krążą nad kępami, zbierając nektar. To ostatnie wielkie kwitnienie przed jesienią - kolorowe pożegnanie lata.

piątek, 5 września 2025

Puszcza Piska - zapomniane serce Mazur

Kiedy mówi się „Mazury”, większość myśli od razu o jeziorach. O Śniardwach, Bełdanach, o żaglówkach i gwarnych przystaniach. Tymczasem prawdziwe serce Mazur bije gdzie indziej - w Puszczy Piskiej, największym kompleksie leśnym regionu. Ponad sto tysięcy hektarów borów i lasów, gdzie można iść godzinami i nie spotkać nikogo.

czwartek, 4 września 2025

Raport grzybowy - z sosnowego lasu

Dzisiaj Raport wyjątkowy, bo pisany ogólnie o dolnośląskich lasach sosnowych. Będzie krótko, bo wygląda na to, że wszędzie jest zbyt sucho, by można było liczyć na znaczący zbiór grzybów.

wtorek, 26 sierpnia 2025

Wierzbówka kiprzyca - herbata z polany

Są takie miejsca w lesie, gdzie natura nie znosi pustki. Gdy człowiek zetnie drzewa, zostawi zrąb albo wypali polanę, po krótkim czasie pojawia się tam ktoś, kto obejmuje to miejsce we władanie. W sierpniu bardzo często jest to wierzbówka kiprzyca - wysoka bylina o różowych, świetlistych kwiatach, która potrafi w krótkim czasie zamienić ugór w morze barw.

Wierzbówkę łatwo rozpoznać. Dorasta nawet do 150 cm wysokości, ma lancetowate liście podobne do wierzbowych i długie wiechy drobnych różowych kwiatów. Najczęściej znajdziesz ją właśnie tam, gdzie las się przerzedził - na polanach, skrajach dróg leśnych, przy zrębach.

czwartek, 21 sierpnia 2025

Raport grzybowy - mazurskie Babięta

Podczas pobytu na Mazurach, koniecznością dla Leśnej Szeptuchy było sprawdzenie, jak wygląda sytuacja z grzybami. Dlatego wybraliśmy się do lasu pod wsią Babięty, gdzie teren miesza się między podmokłymi zagłębieniami a suchszymi, piaszczystymi wzniesieniami.


Różnica okazała się wyraźna. W miejscach niższych, bliżej wody, grzybnia wciąż pracuje - pojawiają się maślaki, trafiają się koźlarze szare, dorodne prawdziwki, garść kurek i nawet kilka podgrzybków. W sumie po siedmiu kilometrach dreptania uzbieraliśmy niemal pełny koszyk.


Za to wyżej, dalej od wody - cisza. Ściółka sucha, mech kruchy, ziemia spękana. Grzybów tam praktycznie nie ma, las jakby zasnął, czekając na większy deszcz.

Wniosek z tego wypadu jest prosty: na Mazurach grzybów szukać trzeba tam, gdzie trzyma się wilgoć. W wyższych, suchych fragmentach lasu - grzybnia odpuściła, ale w niższych partiach wciąż potrafi wynagrodzić cierpliwego zbieracza.

wtorek, 19 sierpnia 2025

Ostoja leśnej ciszy

Są jeszcze miejsca, które trwają - choć świat pędzi, krzyczy, zmienia się z dnia na dzień.
Miejsca, które nie pytają, kim jesteś, co masz w głowie, ile czasu spędzasz w telefonie.
One po prostu są. Zielone, wilgotne, spokojne. I nie chcą nic w zamian - poza ciszą.

sobota, 9 sierpnia 2025

Raport grzybowy - Otulina Karkonoszy

Sierpień w górach potrafi zaskoczyć - kiedy w dolinach jeszcze czeka się na wysyp, w wyższych partiach już można trafić na pełne kosze. Dzisiejsza trasa poprowadziła nas pomiędzy Zachełmiem, a Jagniątkowem. Siedem kilometrów leśnych ścieżek, w których słońce igrało z cieniem, a zapach mchu mieszał się z żywicą.

sobota, 26 lipca 2025

Tam, gdzie skrzyp śpiewa, a krwawnica leczy

... z Krainy Wygasłych Wulkanów


Szła wolno, niemal bezszelestnie, choć gałęzie świerków ocierały się o jej ramiona jakby chciały zatrzymać. Las był tu gęsty, miękki, nienaruszony od dziesiątek lat. Nie było ścieżki - tylko mech, paprocie i dzikie kobierce skrzypu polnego, który bujał się w rytmie niewidocznego wiatru, choć powietrze stało nieruchome.

środa, 23 lipca 2025

Wrotycz. Śmierdziuch, który broni lasu

Nie da się go pomylić z niczym innym. Ma żółte, filcowate kwiatki zebrane w baldachy i pachnie... no właśnie - intensywnie. Jedni czują w nim naftę, inni kamforę, a jeszcze inni mówią po prostu: „śmierdziuch z dzieciństwa”. Ale każdy, kto raz go poczuje, zapamięta ten zapach na długo.

Rośnie na skrajach łąk, przy drogach i polanach - tam, gdzie las styka się z otwartą przestrzenią. W lipcu wrotycz występuje masowo, w gęstych kępach - jakby strzegł dostępu do głębi. I nieprzypadkowo - to roślina, która chroni.


Wrotycz znany jest z tego, że odstrasza komary. Wystarczy rozetrzeć w palcach jego kwiaty i liście, a potem natrzeć nimi skórę - nie pachnie się wtedy jak perfumeria, ale komary potrafią dać spokój na dobry kawałek drogi. Wrotycz nie działa długo i nie zastąpi profesjonalnego środka, ale jako doraźna ochrona - sprawdza się zaskakująco dobrze.

Dawniej wkładano go do szaf, pościeli i pod poduszki, bo pomagał odstraszyć nie tylko komary, ale też mole, wszy i pchły. W ogrodach używa się go do dziś - jako naturalny oprysk przeciwko mszycom.
Ale uwaga - to zioło nie dla każdego. Wrotycz zawiera tujon - związek, który w większych ilościach może być toksyczny. Dlatego nie robi się z niego naparów, nie wciera się codziennie, nie podaje dzieciom ani zwierzętom. To nie jest zioło do picia - to zioło do odstraszania.

I może właśnie dlatego tak bardzo pasuje do lipcowego krajobrazu. Bo wrotycz nie jest słodki. Jest ostry, intensywny i niepokorny - jak przyroda w środku lata.
Nie do ozdoby, tylko do działania. I za to należy go szanować.

piątek, 18 lipca 2025

Lipcowy Las Mokrzański

Lipiec w Lesie Mokrzańskim, to przede wszystkim zapach mokrej ziemi i zielenina po deszczu. Już na wejściu widać, że ostatnie opady zostawiły po sobie ślad - droga pełna kałuż, ściółka nasiąknięta wodą, powietrze ciężkie, ale przyjemne.


To nie jest las dla tych, co lubią równe alejki. Tu jest dziko, miejscami trudno przejść, ale właśnie w tym tkwi jego siła. Drzewa rosną gęsto - dęby, graby, czasem sosna. Sporo cienia, a tam, gdzie światło się przebija - gęstwina roślinności.


Po drodze trafiliśmy na wrotycz - roślinę, która rzuca się w oczy intensywnym żółtym kolorem. Kiedyś używana w medycynie ludowej, dziś po prostu część letniego krajobrazu.


Trasa miała około 8 kilometrów. Nie był to trening, ale spacer przez prawdziwy las. Momentami trzeba było lawirować między błotem, a gęstwiną.

Las Mokrzański w lipcu to miejsce, które nie udaje niczego. Jest, jaki jest - surowy, żywy, trochę dziki. I może właśnie dlatego tak dobrze się tam chodzi.

Przytul się do drzewa - nie tylko sercem

... czyli o tym, jak natura leczy ciało i głowę.

Przytulanie się do drzew to nie żadna newage’owa fanaberia. To stara jak świat praktyka, która wraca do nas coraz częściej -może dlatego, że nasze ciała pamiętają, że kiedyś żyliśmy bliżej lasu, a nie pod sufitem z gips-kartonu.


Nie chodzi tu o to, żeby objąć pierwsze lepsze drzewo i czekać na cud. To raczej akt bliskości z żywą istotą, która stoi tu często dłużej, niż jesteśmy na tym świecie. Każde drzewo ma swój charakter - niektóre przyciągają od razu, inne omijasz bez powodu. Właśnie ten odruch warto śledzić. Nie musisz wiedzieć, co to za gatunek. Wystarczy, że poczujesz, że chcesz się do niego zbliżyć.

Jak to działa?
Ciało reaguje szybciej niż umysł. Po kilku minutach przy drzewie zwalnia oddech, tętno się normuje, napięcie z ramion schodzi jak ciepła woda. Jeśli stoisz boso na ziemi, kontakt jest jeszcze głębszy - ładunki elektryczne się wyrównują, ciało się uziemia.
Są badania, które mówią o spadku kortyzolu (hormonu stresu), lepszym śnie, zmniejszeniu stanów lękowych. Ale nie trzeba badań, żeby wiedzieć, że po pół godzinie w lesie, człowiek staje się… bardziej sobą.

środa, 9 lipca 2025

Dlaczego warto spędzić urlop w lesie

Nie każdy urlop musi oznaczać samolot, tłumy ludzi i plan zwiedzania napięty jak plandeka na żuku. Czasem to właśnie las daje człowiekowi najwięcej - i to bez wysiłku. Jeśli potrzebujesz prawdziwego odpoczynku, regeneracji nerwów i kontaktu z czymś, co nie świeci ekranem, to las jest miejscem, gdzie warto się wybrać. I to nie jako „ostateczna opcja”, tylko jako świadomy wybór.

1. Cisza, której nie da się udawać
W lesie nie ma klaksonów, odkurzaczy z sąsiedztwa ani hałasu miasta w tle. Jest za to naturalna cisza - czyli szelest liści, śpiew ptaków, czasem stukot dzięcioła. Dla przeciążonego układu nerwowego to jak detoks. Nie trzeba medytować ani się gimnastykować. Wystarczy usiąść. Las zrobi resztę.

2. Mikroklimat jak z innego świata
Wilgotne, chłodniejsze powietrze pełne tlenu i fitoncydów (substancji wydzielanych przez drzewa, które działają antybakteryjnie i przeciwzapalnie) - to coś, czego nie znajdziesz ani nad morzem, ani w centrum miasta. Nawet kilka dni w takim otoczeniu wystarczy, by lepiej spać, mieć niższe ciśnienie i spokojniejszą głowę.

3. Zero tłumów, zero pośpiechu
W lesie nikt nie biegnie z walizką, nie pcha się do baru i nie zagaduje „czy można się dosiąść”. Możesz iść przed siebie i nie spotkać nikogo przez godzinę. I właśnie o to chodzi. Las to jedna z ostatnich przestrzeni, gdzie naprawdę jesteś sam ze sobą - bez natrętnych bodźców, reklam, powiadomień.

4. Naturalny reset biologiczny
Organizm ludzki inaczej funkcjonuje w lesie. Zmienia się rytm oddechu, tętno zwalnia, poprawia się koncentracja i stabilizuje nastrój. Badania japońskie nad „kąpielami leśnymi” (shinrin-yoku) pokazują, że regularne spacery w lesie obniżają poziom kortyzolu (hormonu stresu) i wzmacniają odporność. Tego nie załatwi Ci żadna leżanka przy basenie.

5. Bliskość życia, które toczy się inaczej
Las żyje swoim rytmem. I to działa kojąco. Pojedynczy grzyb, mech na kamieniu, ślady sarny, zapach ściółki po deszczu - to nie są „atrakcje turystyczne”, tylko żywe sygnały, że świat toczy się dalej, ale nie wszędzie tak chaotycznie, jak my przywykliśmy.


Nie trzeba być survivalowcem. Wystarczy plecak, dobre buty, termos z herbatą i kilka dni wolnego. Nocleg w leśnej agroturystyce albo pod namiotem, jak kto woli. Las nie stawia wymagań - po prostu jest. I może dać Ci więcej, niż Ci się wydaje.

niedziela, 29 czerwca 2025

Woda w lesie

W dolnośląskim lesie, lato nie pachnie już tak jak kiedyś. Kiedyś, po burzy, ziemia oddychała parą - dziś po deszczu zostaje tylko wilgotna skórka, która znika w godzinę.

Na ścieżkach między Stawami Milickimi piach już nie zasycha, on po prostu się kruszy. Koryto małego cieku, który płynął tuż przy zrębie, zarosło pokrzywą i czeremchą. Woda w nim pojawia się coraz rzadziej, bardziej na chwilę niż na stałe.

Wizualizacja/ai

W cieniu starych drzew, tam gdzie zwykle było chłodniej, teraz też jest gorąco - jakby i one traciły siłę, bez tej podziemnej sieci, którą podlewała woda. I nie chodzi o to, że jej nie ma wcale. Ona gdzieś jest - ale nie tu, gdzie była zawsze. 

Las nie krzyczy. On po prostu robi się cichszy. A człowiek, który chodzi tymi samymi ścieżkami od lat, widzi, jak coś się powoli wycofuje. Bez dramatów, ale nieodwracalnie.