Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2026

Pozyskiwanie soku z klonu

Najlepszy czas to wczesna wiosna (zazwyczaj od końca lutego do początku kwietnia), gdy noce są mroźne (poniżej zera), a dni ciepłe (powyżej zera). Te wahania temperatury powodują, że sok zaczyna krążyć w drzewie.
Aby pozyskać sok z drzewa, należy:
- wywiercić otwór o średnicy około 1 cm na wysokości około 30-60 cm od ziemi, na głębokość około 3-5 cm w głąb pnia. Starsze drzewa (o większej średnicy) mogą mieć więcej niż jeden sączek (do trzech).
- delikatnie wbić sączek (rurkę) w otwór i upewnić się, że jest stabilny i sok będzie swobodnie spływał do pojemnika.
- podstawić pojemnik (np. butelkę lub wiaderko) pod pod sączkiem. Sok będzie ściekał powoli. Jedno drzewo może dostarczyć od 35 do 50 litrów soku w sezonie, a dziennie do 12 litrów.
 
Po zakończeniu zbiorów, otwory w drzewie można zabezpieczyć żywicą lub specjalnymi zatyczkami, aby pomóc drzewu w gojeniu się. Drzewo nie obumrze z powodu pobierania soku.
Świeży sok klonowy, nie nadaje się do dłuższego przechowywania, łatwo fermentuje. Powinien być jak najszybciej poddany obróbce.


Sok z klonu pospolitego jest jadalny i można go wykorzystywać do produkcji syropu klonowego, podobnie jak sok z klonu cukrowego, klonu czerwonego, czy klonu srebrzystego. Jednak klon pospolity, ma zazwyczaj niższą zawartość cukru w soku, niż klon cukrowy (który jest głównym źródłem syropu klonowego w Ameryce Północnej). Oznacza to, że do wyprodukowania tej samej ilości syropu z klonu pospolitego, potrzeba znacznie więcej soku. Stosunek soku do syropu dla klonu cukrowego to typowo około 40:1, natomiast dla klonu pospolitego może być to nawet 60:1 lub więcej.

wtorek, 3 marca 2026

Pierwsze cięcia

Co roku przypominamy o higienie porzeczek. Nie dlatego, że to modny temat, tylko dlatego, że krzew owocowy bez światła i powietrza zaczyna dusić się sam w sobie.
U nas wygląda to tak:
Wchodzimy między krzaki pod koniec zimy. Ziemia jest jeszcze chłodna, a liście zeszłoroczne szeleszczą pod butem. W środku krzewu - gęstwina. Pędy stare, zdrewniałe, ciemne. Część połamana. Część kładzie się na ziemi. Część rośnie do środka, krzyżuje się, ociera.
I wtedy nie ma sentymentów.
Wycinamy wszystko, co: 
- jest stare i mało produktywne,
- rośnie do środka i zagęszcza środek,
- leży na ziemi,
- jest uszkodzone albo podejrzane.




Krzew po cięciu wygląda surowo. Jakby za mocno przerzedzony. Ale właśnie o to chodzi. Zdrowe owoce potrzebują przestrzeni. Potrzebują światła, które wpadnie w środek. Potrzebują przewiewu, żeby liście po deszczu wyschły szybko, a nie kisiły się w wilgoci.
Nie boimy się ciąć, bo porzeczka to zniesie. A nawet tego oczekuje. Bo to nie jest okaleczanie. To higiena.

Za kilka tygodni wypuści młode, silne przyrosty. A latem odwdzięczy się owocem, który dojrzewa w słońcu, a nie w cieniu własnych zaniedbań.

wtorek, 24 lutego 2026

Zaufanie do cyklu

Pod koniec lutego świat jeszcze wygląda jak wstrzymany oddech. Gałęzie stoją nagie, ziemia trzyma chłód pod skórą, a jednak światło zmienia barwę. Dzień nie ucieka już w popłochu. Coś pod powierzchnią zaczyna się poruszać, choć nikt jeszcze tego nie widzi.
To czas, kiedy należy wziąć sekator do ręki nie z niecierpliwości, lecz z cichej zgody na rytm. Drzewo nie ma liści, nie ma owoców, nie ma dowodów. Jest tylko kształt, który trzeba na nowo odczytać. Gałąź, która rosła za gęsto. Cień, który zabierał światło. Drewno, które już nie żyje, choć wciąż trzyma się pnia.
Cięcie nie jest gestem przeciwko. Jest gestem - dla powietrza, które ma krążyć między konarami. Dla słońca, które ma dotrzeć głębiej. Dla siły, która nie powinna rozpraszać się na to, co suche.
W tym geście jest zaufanie. Do tego, że wiosna nie potrzebuje pośpiechu. Że sok ruszy wtedy, kiedy powinien. Że pąk otworzy się bez naszych rozkazów. Zaufanie do cyklu nie polega na biernym czekaniu. Polega na zrobieniu tego, co należy do tej fazy - ani kroku więcej, ani mniej.

Zima nie jest pomyłką w kalendarzu. Jest ciszą przed pełnią. Jest czasem porządkowania sił, które jeszcze nie pokazują twarzy. Gdy stoimy pod drzewem i skracamy gałąź, uczymy się zgody na to, że nie wszystko kwitnie naraz. Że czasem trzeba coś oddać ziemi, by później móc coś z niej podnieść.j


Drzewo nie boi się lutego. Nie próbuje przyspieszyć marca. Trwa. Gromadzi. Czeka, ale nie bezczynnie - pracuje w środku, w miejscach niewidocznych dla oka.
Może właśnie to jest najtrudniejsze. Ufać temu, czego jeszcze nie widać. Przyjąć, że okres ogołocenia nie jest końcem, lecz przygotowaniem. Że przycięcie nie odbiera życia, tylko porządkuje jego kierunek.

A kiedy w maju pojawi się pierwsza zieleń, nikt już nie będzie pamiętał o cięciu. Zostanie tylko światło między gałęziami i owoc, który dojrzeje w swoim czasie.

czwartek, 12 lutego 2026

Między zimą, a wymówką

Luty jest miesiącem bez dramaturgii. Nie ma w nim ani ostrej, klarownej zimy, która potrafi zachwycić surowością, ani wyraźnych znaków wiosny, które budzą nadzieję. To czas przejścia, w którym krajobraz jakby się zawiesza. Śnieg znika, ale ziemia jeszcze nie żyje. Dzień wydłuża się o kilka minut, jednak światło wciąż jest matowe i ciężkie.


W takiej przestrzeni łatwo traci się rozpęd. Styczeń niesie energię początku. Nowe plany, świeże postanowienia, poczucie startu. Marzec przyniesie pierwsze realne sygnały zmiany: inne powietrze, pierwsze wyraźniejsze dźwięki ptaków, ruch w przyrodzie. Luty natomiast nie daje ani ekscytacji nowości, ani namacalnej obietnicy. Jest spokojny, szary, powtarzalny. A powtarzalność bywa wymagająca.

Najłatwiej odpuścić wtedy, gdy nic nie motywuje z zewnątrz. Gdy krajobraz nie zachwyca, gdy pogoda nie sprzyja, gdy efekty nie są widoczne. Wysiłek włożony w codzienne działanie nie przynosi natychmiastowej nagrody. Nie ma spektakularnych rezultatów, nie ma entuzjazmu. Jest tylko konsekwencja - albo jej brak.

W lutym wiele rzeczy dzieje się w ciszy. Gleba powoli zmienia strukturę, drzewa zaczynają przygotowania niewidoczne dla oka, dzień niepostrzeżenie zyskuje kilka minut światła. To procesy subtelne, niemal ukryte. Nie robią wrażenia, bo nie są efektowne.
Podobnie jest z ludzkimi nawykami. Najtrudniej utrzymać je wtedy, gdy nie towarzyszy im ani entuzjazm początku, ani widoczny progres. Gdy działanie staje się rutyną, a rutyna nie przynosi emocji. Właśnie wtedy pojawia się pokusa, by odłożyć coś na później, przesunąć, zawiesić.

Jedno odpuszczenie rzadko ma znaczenie. Problem zaczyna się w powtarzalności tej decyzji. Luty sprzyja takiej miękkiej rezygnacji - bez dramatów, bez wyraźnego momentu zerwania. Raczej przez powolne rozluźnienie dyscypliny.
A jednak to miesiąc, w którym wiele rzeczy dojrzewa pod powierzchnią. To, co niewidoczne, przygotowuje się do wyraźniejszego ruchu. Może dlatego właśnie ten niepozorny czas jest tak ważny. Nie dlatego, że coś spektakularnego się wydarzy, ale dlatego, że właśnie wtedy rozstrzyga się, czy ciągłość zostanie zachowana.

Luty nie nagradza od razu. Nie daje fajerwerków ani widocznych efektów. Jest surowy i cichy. Ale rzeczy budowane w ciszy często okazują się trwalsze niż te, które powstały w entuzjazmie.
Może więc nie jest to miesiąc przejściowy, jak zwykło się mówić, lecz miesiąc próby -  sprawdzian konsekwencji w czasie, który sam w sobie nie inspiruje.

I właśnie dlatego tak łatwo wtedy odpuścić.

poniedziałek, 9 lutego 2026

W górach Madery

Kilka zdjęć ukazujących prawdziwe oblicze portugalskiej Madery.










niedziela, 25 stycznia 2026

Gdy las milczy, piwnica mówi

Po świętach zawsze zapada głęboka cisza. Stoły, jeszcze niedawno pełne gwaru, teraz świecą pustką, a zapachy dawno wywietrzały, ustępując miejsca surowemu, zimowemu rytmowi. To, co działo się wcześniej, było zaledwie próbą - teraz zima trzyma twardo i bez żadnych negocjacji. Las zupełnie ucichł i nie zamierza oddać już nic więcej; gałęzie stały się kruche, ziemia zamknęła się w sobie, a znane ścieżki zniknęły pod warstwą lodu. Nawet zapach drzew stał się płaski i suchy, jakby całe życie zeszło głęboko pod korzenie, zupełnie poza zasięg ludzkich rąk.
 
​W takie dni schodzi się niżej, tam, gdzie powietrze jest chłodne i gęste, nasycone aromatem jabłek, miodu i wilgotnego drewna. W piwnicznym półmroku słoiki stoją w równych rzędach - jedne lekko przykurzone czasem, inne wciąż lśniące po jesiennym myciu, a każdy z nich skrywa w sobie zamknięty dzień sprzed wielu miesięcy. To tutaj nalewki dojrzewają w absolutnej ciszy, miody z mniszka gęstnieją do koloru letniego słońca, a syropy przestają być tylko obietnicą, stając się realnym zapasem na trudny czas.
 
​Warto wtedy sięgnąć po gąsiory z winem z dzikiej róży, które przez długie miesiące zrzucało z siebie garb cierpkości, by wreszcie wyklarować się do głębokiego, herbacianego brązu. Gdy mróz na zewnątrz dobija do dziesięciu kresek, takie wino otwiera się powoli i ciężko, niosąc w sobie echo owoców, które przemarzły jeszcze na krzakach, zanim trafiły do szkła. Przy ogniu, z dodatkiem korzennych przypraw, trunek zaczyna mówić pełnym głosem, rozgrzewając nie tylko dłonie, ale i zdrętwiałą od zimy duszę.
 

​Tu nie ma miejsca na pośpiech, jest tylko cierpliwość, która właśnie teraz zaczyna procentować. Piwnica przestaje być zwykłym magazynem, stając się strategicznym odwodem na czas, kiedy zima dobitnie pokazuje swoją długość. Las odpocznie w swoim letargu, a wraz z nim można odpocząć i tutaj - z poczuciem spokoju, że ktoś, kiedy było jeszcze ciepło i jasno, pomyślał o tym właśnie dniu.

wtorek, 20 stycznia 2026

Entropia rzeki

Natura nie dąży do równowagi, lecz do chaosu. To, co widać na rzece w środku zimy, nie jest procesem budowania ładu, ale zapisem rozpadu i działania sił, nad którymi nie ma kontroli. Lód nie tworzy tu spokojnej tafli - jest chaotycznym zbiorem odłamków, płyt i klinów, które zderzają się ze sobą, piętrzą i klinują nurt, tworząc zatory o nieprzewidywalnej trwałości.

Rzeka w tym stanie jest systemem skrajnie niestabilnym. Pod lodem woda nie płynie równo - szarpie, cofa się, przyspiesza w wąskich gardłach. Co jakiś czas słychać suchy trzask albo głuche dudnienie, jakby coś pękało w środku. To napięcie rozładowuje się nagle: płyta lodu przesuwa się o kilka centymetrów, krawędzie kruszą się i znikają w nurcie. Nic tu nie jest stałe, nawet to, co wygląda na zamarznięte.

Każdy ruch wody pod lodem jest próbą zerwania narzuconych ograniczeń. Każde pęknięcie to efekt sił, których nie da się zamknąć w prostych ramach. Nie ma tu harmonii  - jest tarcie, ścieranie, niszczenie krawędzi. Lód, który z daleka wydaje się trwały, z bliska zdradza swoją kruchość i fałszywe obietnice stabilności.



W tym chaosie kryje się autentyczność przyrody. Nie jest ona twórcą estetycznych pejzaży, lecz procesem, który nieustannie komplikuje formę i prowadzi ją ku rozpadowi. Zima tylko wyostrza ten mechanizm, obnażając go bez upiększeń. Rzeka nie udaje spokoju - pokazuje napięcie, które w innych porach roku pozostaje ukryte pod powierzchnią.

czwartek, 8 stycznia 2026

Mróz jest pożyteczny

Mróz nie jest przyjemny.
Nie przynosi komfortu ani ulgowych wyjaśnień. Przychodzi po cichu i robi swoje.
W przyrodzie mróz ma konkretną rolę: porządkuje. Ogranicza to, co nadmierne. Zatrzymuje procesy, które bez hamulca wymknęłyby się spod kontroli. Dzięki niemu wiosna nie zaczyna się od chaosu.

Mróz domyka cykle.
Rośliny potrzebują zimna, by „wiedzieć”, że stary czas się skończył. Bez tego nie ma prawdziwego początku - jest tylko ciąg dalszy.
Jest w nim też coś, czego nie da się obejść: cisza. Las zimą nie milknie dlatego, że obumarł, lecz dlatego, że odpoczywa. Cisza nie jest pustką, tylko pauzą, bez której nic nie chce odrosnąć.


Nie wszystko, co pożyteczne, musi być miłe.
Mróz uczy zgody na niewygodę - tej, która ma sens. A kiedy odejdzie, zostawia po sobie przestrzeń.
Na nowe.

czwartek, 25 grudnia 2025

Przesilenie zimowe ...

... nie jest świętem. Nie przynosi ulgi ani nagrody za wytrwanie w ciemności. To tylko moment, w którym cofanie się światła zostaje zatrzymane. Nic się jeszcze nie poprawia. Dni nadal są krótkie, zimno trzyma, a noc nie oddaje pola. Różnica jest czysto techniczna - od tej chwili nie będzie już gorzej niż było wczoraj.

W przyrodzie takie granice przechodzą bezgłośnie. Nikt ich nie ogłasza, nikt nie zaznacza w kalendarzu. Rośliny nie zaczynają jeszcze rosnąć, zwierzęta nie zmieniają trybu, krajobraz wygląda dokładnie tak samo jak dzień wcześniej. A jednak coś się domyka. Ciemność przestaje się pogłębiać. To wystarczy.


Przesilenie jest punktem zerowym, nie początkiem. Miejscem, w którym ruch ustaje, zanim pojawi się ruch w drugą stronę. Natura nie potrzebuje symboli ani obietnic - wystarcza jej stabilizacja. Chwila, w której wiadomo już, że dalsze cofanie nie nastąpi, nawet jeśli na poprawę trzeba będzie jeszcze długo czekać.

Człowiek ma z tym problem. Chciałby widocznej zmiany, znaku, że wysiłek miał sens. Tymczasem przesilenie nie daje nic do świętowania. Daje tylko granicę. Zgodę na trwanie w bezruchu, na oszczędzanie energii, na niedziałanie. To nie jest wezwanie do nowego etapu, raczej ciche pozwolenie, żeby jeszcze zostać w tym, co jest.

Dlatego przesilenie zimowe lepiej rozumieć jako linię na osi roku, a nie wydarzenie. Punkt, po którym noc przestaje wygrywać, choć jeszcze długo będzie wyglądało, jakby nic się nie zmieniło. I być może właśnie w tym jego sens - nie w obietnicy światła, tylko w zatrzymaniu ciemności.

czwartek, 18 grudnia 2025

Co robią zwierzęta w grudniu?

Grudzień w lesie wygląda na martwy. Cisza, puste ścieżki, brak ruchu. Ale to tylko pozory. Przyroda nie znika - ona zwalnia. Zwierzęta nie marnują energii, nie robią niczego na pokaz. Każdy ruch ma sens, każda decyzja kosztuje. Zimą nie wygrywa ten, kto jest najszybszy. Wygrywa ten, kto najlepiej gospodaruje siłami.


Dziki w tym czasie schodzą niżej. Coraz częściej pojawiają się przy wsiach, na obrzeżach miast, przy polach i drogach. Nie dlatego, że chcą straszyć ludzi, ale dlatego, że w lesie jedzenia jest coraz mniej. Ryją ziemię w poszukiwaniu żołędzi, resztek kukurydzy i wszystkiego, co da się szybko zamienić na energię. Są ostrożne, ale zdeterminowane - zima nie wybacza błędów.

Lisy stają się jeszcze bardziej czujne i ciche. Polują głównie nocą oraz o świcie, korzystając z ciszy i mrozu, który spowalnia ich ofiary. Zimą częściej widać lisie tropy niż samego lisa. On woli pozostać niewidzialny, bo każde niepotrzebne spotkanie to strata cennej energii.

Sarny i jelenie poruszają się mniej i ostrożniej. Trzymają się sprawdzonych tras, znanych żerowisk i miejsc osłoniętych od wiatru. Unikają biegania, skoków i stresu. Często stoją długo w jednym miejscu - nie z lenistwa, lecz z rozsądku. Zimą spokój jest ważniejszy niż ruch.

Wiewiórki w grudniu wciąż można spotkać, ale znacznie rzadziej niż jesienią. Korzystają z zapasów, które zgromadziły wcześniej, odnajdują swoje spiżarnie i w razie potrzeby przenoszą jedzenie w bezpieczniejsze miejsca. Jeśli widzisz zimą wiewiórkę, to znak, że jesień została przez nią dobrze zaplanowana.

Ptaki, które nie odlatują na zimę, trzymają się bliżej człowieka. Ogrody, karmniki i zabudowania dają im więcej szans niż pusty, zimny las. W tym czasie nawet prosta pomoc - karmnik, woda i spokój - może realnie zadecydować o ich przetrwaniu.

Część zwierząt zapada w sen zimowy lub półsen. Niedźwiedzie, borsuki czy jeże spowalniają swoje funkcjonowanie do minimum. Reagują na bodźce, czasem się budzą, ale nie żyją pełnią aktywności. To czas przeczekania, bo natura wie, że z zimą nie warto walczyć - lepiej ją przespać.

Grudniowy las nie jest pusty. On po prostu żyje ciszej. To czas skupienia, oszczędzania energii i trwania. Zwierzęta robią dokładnie to, czego często brakuje ludziom pod koniec roku - zwalniają, upraszczają i nie szarpią się z rzeczywistością. Czasem najlepszą strategią nie jest działać więcej. Czasem najlepszą strategią jest po prostu przetrwać w spokoju.

niedziela, 7 grudnia 2025

Zimowe spacery

Zima potrafi wyssać z człowieka całą chęć do ruszenia się z domu. Człowiek patrzy przez okno, widzi szarość, mgłę, zimno… i automatycznie myśli: „Po co ja mam w to wychodzić?”
A jednak to właśnie zimą spacer daje najwięcej.


To nie jest pora roku dla wymiataczy, co biegają z endorfinami w kieszeni. To jest czas dla tych, którzy potrzebują oddychać. Zostawić na chwilę hałas, myśli, robotę, ludzi. I wejść w ciszę, której latem nie ma nigdzie.

Zimowy las nie oszukuje. Nie krzyczy kolorami, nie kusi zapachami. On po prostu jest - surowy, prosty, uczciwy. I wystarczy kilkanaście minut, żeby poczuć, jak wszystko w środku zaczyna się uspokajać.

Po co i dla kogo są zimowe spacery?

Dla ludzi zmęczonych. Dla tych, którzy potrzebują odciąć kabel od codziennego napięcia. Dla kogoś, kto chce poczuć, że ma ciało, płuca, rytm. Dla tych, co w grudniu łapią dół, przeciążenie, pośpiech. Dla kogoś, kto chce wyhamować, zanim się rozsypie.

Nie trzeba przebijać się przez zaspy ani robić kilometrowych marszów. Wystarczy przejść się skrajem lasu, między polami, nawet po zwykłej wiejskiej drodze. Powietrze jest ostrzejsze, czystsze, a mózg w końcu dostaje dawkę tlenu, której od dawna mu brakowało.

Zimą człowiek wraca do siebie szybciej. Nie dla lajków, nie dla kroków w aplikacji. Dla spokoju, głowy, dla własnego oddechu.

czwartek, 27 listopada 2025

Co mówią listopadowe brzozy?

Brzozy jesienią mają jeden prosty zwyczaj: kiedy zaczyna się ochładzać i dzień wyraźnie skraca, drzewa „ściągają” wodę z pni w stronę korzeni. W praktyce oznacza to, że zanim spadną wszystkie liście, kora zaczyna robić się bardziej matowa, sucha w dotyku i lekko pofalowana. To pierwszy sygnał, że drzewo kończy sezon i zamyka transport wody.



Druga rzecz, którą łatwo zauważyć: w wilgotne, listopadowe dni brzozy przestają pachnieć żywicą. W ciepłych miesiącach zapach jest intensywny - teraz słabnie, bo sok już nie krąży. Jeśli przejdziesz obok młodych, białych brzózek i nie czujesz absolutnie nic, to znak, że przeszły w tryb oszczędzania energii.

I najważniejsze: kiedy brzozy robią się „ciche”, to zwykle oznacza, że w ciągu kilku dni zacznie się trwalsze ochłodzenie albo pierwsze przymrozki. Drzewo reaguje szybciej niż prognozy - po prostu zabezpiecza się przed nocnym spadkiem temperatury.

Krótko mówiąc: jeśli brzozy w lesie wyglądają na wysuszone, matowe i bez zapachu - jesień weszła w tę chłodniejszą fazę. Terenowo warto to obserwować, bo to naturalny barometr pogody na najbliższe dni.

niedziela, 4 lutego 2024

Aktualne warunki w Karkonoszach

Przekazujemy informacje o warunkach panujących w Karkonoszach. Wróciliśmy z zimowego wejścia na Śnieżkę i nie mamy dobrych wiadomości. Co prawda szczyt udało się zdobyć, ale aura była wymagająca. I przez najbliższe dni się nie zmieni.

środa, 16 lutego 2022

Dokręcamy śrubę ;)

Pamiętacie może jak pisaliśmy o ziemi odzyskanej poniżej:
?

Wstyd się trochę przyznać, ale do tej pory niewiele się w tej kwestii zmieniło :( Najzwyczajniej pokpiliśmy sprawę odkładając ją na później. 
Tak się składa, że wg nas teraz jest najlepszy moment, by w ramach Wielkiego sprzątania uporać się i z tym tematem. Roboty będzie co nie miara, ale właśnie teraz większość chwastów i i dzikich jeżyn jest wyschnięta i żyje jedynie w bryle korzeniowej. Chcemy wykorzystać ten moment i pozbyć się tego wszystkiego nim zacznie się okres wzmożonej wegetacji. 



niedziela, 13 lutego 2022

Wielkie sprzątanie

Na początek wrzucamy kilka zdjęć poglądowych, które na naszym przykładzie dobitnie pokażą, że chyba każdy kawałek ziemi/ogrodu po zimie wymaga uporządkowania i poważnej kosmetyki.



W pierwszej kolejności posprzątamy liście. O tym, że warto je pozostawić na zimę pisaliśmy poniżej:
Połowa lutego to jeszcze trochę za wcześnie na takie zabiegi, ale z racji ilości prac jakie mamy do wykonania, nie możemy z tym dłużej zwlekać. 

Kolejnym ważnym punktem na naszej drodze będzie usunięcie wyciętego w poprzednim roku drzewa, co mogliście śledzić poniżej:


Na szczęście nie jest to stały element każdego roku, ale będziemy musieli znaleźć czas na to, by się z tym uporać stosunkowo szybko, żeby trawnik zdążył się przez wiosnę odbudować.

Do tego wszystkiego co powyżej, będziemy chcieli zadbać o rabatki kwiatowe w ogrodzie. Ale o tym wszystkim, co ma związek z kwiatami, będziemy pisali osobno.

Luty to także idealny moment na pielęgnację sadu, o której pisaliśmy poniżej:

Na zakończenie jeszcze dodamy, że równolegle będziemy przygotowywać warzywnik do nadchodzącego sezonu. Pamiętajcie, że niektóre warzywa warto już zacząć wysiewać z końcem lutego.

Jak widzicie pracy dużo, a czasu nie za wiele, bo niektóre rzeczy po prostu nie mogą czekać. Słońce jest coraz wyżej i jeżeli chcemy mieć to wszystko o czym pisaliśmy wyżej, to nie pozostaje nam nic innego, jak brać się do roboty.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Ile ma Okole? - zagwozdka Gór Kaczawskich

W styczniu przy 10 stopniach na plusie, można mówić o nieśmiałym powiewie wiosny. Błotniste lasy Gór Kaczawskich, przy takiej pogodzie nie mają nic wspólnego z zimą. Jedyną jej oznaką są bezlistne, brązowe drzewa i odrobina bieli powyżej 650m.n.p.m. Wykorzystaliśmy taki dzień na odkrywanie tego, co dla nas nowe i całkiem przypadkowo natknęliśmy się na zagwozdkę.

środa, 12 stycznia 2022

z Archiwum ... #05

 

 
Tym razem chcemy Wam napisać, jak świetnym pomysłem na zimową wędrówkę wielokilometrową jest Narodowy Park Gór Stołowych. Prócz tego, że wraz z Czechami mamy tak wyjątkowe na skalę światową masywy górskie, to dodatkowo są one na tyle dostępne zimą, że nie wymagają wielkiego doświadczenia. 

Góry Stołowe są popularne, znane i lubiane, ale zwyczajowo od wiosny do jesieni. Zimą jest kilka tras narciarskich, które przy sprzyjającej pogodzie są odpowiednio przygotowane i wykorzystywane do biegówek. Po za tym, nie ma tam stoków narciarskich, wyciągów, ani żadnej infrastruktury dla miłośników białego szaleństwa. Przez to Góry Stołowe, zimą pozostają nielicznie odwiedzaną enklawą. Z tego względu, chcemy Wam pokazać, że warto się tam wybrać o tej porze roku i poczuć jak w Narni.

niedziela, 26 grudnia 2021

Zimowa "19-tka"

Każdy kto bywał w Strzegomiu, czy jego okolicach doskonale wie, że nieodłącznym elementem krajobrazu są kamieniołomy granitu. 
W styczniu tego roku wrzuciliśmy zdjęcia kilku z nich, tych które uznaliśmy za warte odwiedzenia. 
W dzisiejszy mroźny poranek wybraliśmy się na spacer do kamieniołomu, o istnieniu którego wiedzieliśmy, ale nigdy nie było nam po drodze do niego zaglądać. Mowa o "19-tce". 


Kamieniołom będący w prywatnych rękach, od lat jest własnością jednej z firm górniczych i utrzymywany jest w niezmienionym od lat stanie, jako wyrobisko rezerwowe. Leży w Gminie Strzegom na obszarze Gęsich Wzgórz, w niedalekim sąsiedztwie wsi Wieśnica.  Wyrobisko granitu ma swoje początki jeszcze w XIXw. Eksplorowane było przez niemal sto lat, lecz z wieloma długotrwałymi przerwami. A kiedy wróci łask? Niewiadomo. 


sobota, 27 listopada 2021

Nasz pierwszy śnieg

Mieszkając pod Wrocławiem, możemy każdego roku siedzieć i cierpliwie czekać, aż zrobi się biało pod naszym domem. Wymagałoby to od nas bardzo wiele cierpliwości, a gdyby się już tak zdarzyło, to w najlepszym przypadku trwałoby do trzech dni. Dlatego chcąc poczuć zimowy klimat i znaleźć śnieżne otoczenie, musimy zwyczajowo go sobie poszukać. Tak było i tym razem. 
Prognozy na sobotni dzień były obiecujące, a dzień wcześniej wieczorową porą pojawiły się chmury i temperatura spadała. Co prawda rankiem było ledwo przybielone, ale to dawało ogromną szansę na śnieg w rejonie górzystym. Wcześniej postanowiliśmy, że wybierzemy się na Wzgórza Krzyżowe bez względu na pogodę, ale czyste niebo i niska temperatura jeszcze bardziej wzmocniła naszą nadzieję na śnieg.
Tego dnia nam się udało. Wzgórza Krzyżowe, to formacja znajdująca się pomiędzy Masywem Ślęży a Górami Sowimi, z najwyższym wzniesieniem Górą Zakmową, która ma 411m.n.p.m i przez to może dla wielu stanowić mało atrakcyjny teren. Ani tam płasko, ani górzyście. Ale...


... jest tam gdzie chodzić i pomimo braku wybitności tych niewielkich wzniesień, są przestrzenie z rozległymi widokami.



Prawda jest też taka, że trafiliśmy z pogodą idealnie. Gdyby nie śnieg, nie było by tam wcale tak zachwycająco. Las w większości mieszany, sprawiałby wrażenie ponurego i nieprzyjaznego, a miejscami porośniętego jeżynami. My przeszliśmy część zielonego szlaku od Przełęczy Dębowej do wsi Glinów. 





W bliskim sąsiedztwie znajdują się Wzgórza Niemczańskie, w które warto zajrzeć, choćby ze względu na osobliwą Dolinę Tatarską, czy z drugiej strony na Wzgórza Łagiewnickie z wieżą Bismarck'a na Jańskiej Górze. Przytoczone powyżej rejony będziemy zapewne eksplorować, bo mogliśmy się im dzisiaj przyjrzeć z oddali i zapowiadają się bardzo ciekawie. 

Na Wzgórza Krzyżowe jeszcze kiedyś wrócimy, ale późnowiosenną porą, żeby się przekonać o ich odmiennym obliczu. 

sobota, 20 lutego 2021

Pozimowe roztopy

Zamilknęliśmy przez ostatnie dwa tygodnie, zdominowani utrzymującym się mrozem, wiatrem i zamieciami. W ostatnich dniach nie było nam po drodze górskimi szlakami, leśnymi ścieżkami, czy odkrywaniem nieznanego i okoliczności przyrody. Skupiliśmy się jedynie na aktywności sprowadzającej się do codziennego szybkiego marszu godzinnego. Tyle czasu wystarczało do tego, by się rozgrzać, zmęczyć i w ostateczności trochę zmarznąć.

Ale po dzisiejszym dniu, mamy nadzieję złapać wiatr w żagle i naładować akumulatory na ostatni miesiąc zimy. Nie zapominamy o przygotowaniach do sezonu ogrodniczego i czynimy drobne postępy w tym kierunku. Będziemy niebawem pisać o pierwszych pracach.







Tak wygląda obraz bystrzyckich rozlewisk po zimie. A jutro ruszamy na pierwszy w tym roku rowerowy trip po naszej gminie.