Warto teraz przeczytać - posty z poprzednich lat
środa, 28 października 2026
Jesienny liść
piątek, 23 października 2026
MiniPoradnik grzybiarza - Żagwica listkowata
poniedziałek, 19 października 2026
W jesiennych barwach
piątek, 16 października 2026
NoS3 - Odcinek 3
Chata pod smutnym drzewcem stała nieruchomo w mgle, jakby czas nie miał tam żadnego znaczenia. Dziwak przyglądał się tafli stawu, ale tym razem nie musiał przekraczać granicy. Nie było mowy o duchach ani złych duszach - po Drugiej Stronie czuwanie toczyło się swoim rytmem, a on wiedział, że każda decyzja ma swoje konsekwencje.
Tego samego dnia, po właściwej stronie, jego ścieżka skrzyżowała się z samotnym wędrowcem. Samotnik z Przedgórza mieszkał w głębi lasu, w drewnianej chatce na betonowych słupach. Nie szukał kontaktu z nikim, lecz tego dnia jego droga przypadkowo przecięła się z drogą Dziwaka.
- Dzień dobry - powiedział Dziwak spokojnie, stojąc w półcieniu drzew.
Samotnik spojrzał uważnie, ale jego spojrzenie nie było ani podejrzliwe, ani zaciekawione. Wyrażało spokój, który nie potrzebował słów.
- Dzień dobry - odpowiedział krótko. - Czego szukasz tak daleko?
Dziwak nie odpowiedział od razu. Obserwował mężczyznę i jego sposób poruszania się w ciszy lasu, w rytmie, który należał tylko do niego. Było coś w tej obecności, coś, co zapadało w pamięć, choć nie było nadprzyrodzone.
- Szukam staruchy. Była w Zagajniku. Widziałeś? - zapytał Dziwak.
Samotnik spojrzał na niego uważnie, a jego spojrzenie było spokojne, wyważone, jakby nie należało do pośpiechu ani do świata, który znał Dziwak.
- Jednych się widuje, innych nie. A jeszcze inni sami się objawiają, choć by ujrzeć ich, wcale Ci nie zależy - odpowiedział Samotnik, a jego głos niósł się lekko między drzewami, jakby nie chciał niczego narzucać, lecz mówił prawdę, którą każdy musiał odkryć sam.
Dziwak skinął głową. Nie oczekiwał dalszych wskazówek. Spotkanie minęło tak naturalnie, jak przychodzi cisza po deszczu. Samotnik odszedł swoją ścieżką, zostawiając po sobie subtelny szelest liści, który długo jeszcze pozostawał w pamięci.
Dziwak odprowadził go tylko wzrokiem. Szelest liści i lekki podmuch wiatru pozostały jak echo jego obecności.
W ostatniej chwili, Dziwak się zreflektował i rzucił:
Gdzie Cię znajdę w potrzebie?
Nie pytaj gdzie, bo to wiesz. Zapytaj lepiej, kiedy?
W powietrzu unosiło się coś nieuchwytnego - poczucie, że spotkanie nie było przypadkowe, że kroki tej postaci wciąż w jakiś sposób zataczają kręgi, które dopiero nadejdą.
A czasu pozostawało coraz mniej.
środa, 14 października 2026
Drzewo truskawkowe
sobota, 10 października 2026
Raport grzybowy - opieńkowe eldorado
środa, 7 października 2026
Kłoda piastunka
niedziela, 4 października 2026
MiniPoradnik grzybiarza - jak poznać, że opieńki są w drodze
czwartek, 1 października 2026
NoS3 - Odcinek 2
Tej nocy czuwanie było inne. W chacie pod smutnym drzewcem nikt nie musiał mówić - wszyscy wiedzieli, że po tej stronie zjawił się ktoś, kto nie powinien tu trafić. Żywi nie przekraczają granicy.
niedziela, 27 września 2026
Raport grzybowy z okolic Miękini
piątek, 25 września 2026
Dlaczego packrafting?
poniedziałek, 21 września 2026
Wrześniowy biwak?
czwartek, 17 września 2026
NoS3 - Odcinek 1
Każdy, którego czas na ziemi dobiegł końca, przekracza granicę nad stawem. Nie ma fali, nie ma nurtu - tylko gładka tafla, na której Księżyc odbija się tak samo obco jak spojrzenie w cudze oczy. Powietrze nieruchomieje, jakby wstrzymało oddech, a cisza osiada na ramionach ciężarem. Krok, który nie jest krokiem, i już nie ma powrotu.
Po drugiej stronie czas nie płynie. Nie ma dni ani miesięcy. Mgła nie znika, tylko gęstnieje i rozwiewa się własnym rytmem. Jedynie Księżyc przychodzi i znika, jakby przypominał, że coś jednak trwa - a może tylko powtarza ten sam obraz w nieskończoność.
Dusze dobre nie błądzą. Idą w stronę smutnego drzewca, którego konary zwisają tak nisko, że niemal dotykają ziemi, jakby chciały otulić tych, którzy potrafili tu dotrzeć. U jego stóp stoi chatka. Cicha, skromna, jakby zbudowana nie ręką, lecz wspólną pamięcią tych, którzy znaleźli tu swoje miejsce. W jej progach dobrzy spotykają się, by trwać razem. Nie w bezczynności - ale w czuwaniu. Patrzą w stronę doliny. Troszczą się o żyjących, choć nikt z żywych o tym nie wie.
Złe dusze nie umieją albo nie chcą. Snują się między bezkształtnymi mgłami, z każdym dniem coraz bardziej przygnieceni własną niemocą. Każdy krok jest cięższy od poprzedniego, aż w końcu zostaje tylko bezruch i spojrzenie wbite w ciemność. Ich smutek staje się ciężarem tak gęstym, że przyciąga istoty, które karmią się rozpaczą. Demony nie mają postaci - są jak skrzypienie w pustym domu, jak oddech tuż za plecami. Tu jednak żywią się nie ludźmi, lecz tymi, którzy nie potrafią znaleźć dla siebie miejsca. A kiedy się zbliżają, cisza gęstnieje tak bardzo, że zdaje się dławić.
Cisza tamtej strony bywa cięższa od wszystkich krzyków świata.
Pod drzewcem, przy chacie pojawia się czasem sylwetka. Wysoka, wyprostowana, znana z doliny. Obok niej cień psa, tego samego, który nieraz biegł ścieżką między cmentarzem a strumieniem. Stoją bez słów, jakby byli tu od dawna. A może dopiero co przyszli.
Mgła pod drzewcem rozstępuje się tylko wtedy, gdy ktoś nadchodzi. Tego wieczoru nie niosła jednak duszy przechodzącej przez taflę, lecz kroki tych, którzy czuwają. Sylwetka mężczyzny i cień psa stały u progu chaty, jakby dopiero co wrócili z drogi. Pies nie szczekał - poruszył tylko łbem i utkwił wzrok w kierunku doliny, której tu nie było widać, a jednak każdy wiedział, gdzie leży.
W chacie paliło się światło. Nie było widać świecy, ognia ani lampy - tylko matowy blask, który spływał z belek i ścian. W środku siedzieli inni. Ich twarze nie starzały się ani nie młodniały. Czekali. Szeptali cicho, a szept mieszał się z ciszą, aż trudno było odróżnić jedno od drugiego.
Nie byli uwięzieni. Mogli odejść głębiej w mgłę, zapomnieć o wszystkim i pozwolić, by czas rozpłynął się w nicości. Ale nie odchodzili. Wybierali czuwanie - choć sami nie wiedzieli, czy ktokolwiek w dolinie odczuwa ich obecność.
Nieopodal chaty, wśród snujących się bezradnie cieni, coś się poruszyło. Najpierw szelest, potem drżenie mgły. Złe dusze nie miały odwagi podejść pod drzewo, ale tej nocy coś je pchało naprzód. Niosły za sobą ciężar krzyku, którego nie potrafiły wydobyć z własnych gardeł.
Pies uniósł łeb, warczenie zawisło w powietrzu. Mężczyzna wyprostował się i zrobił krok przed siebie, jakby wyznaczał granicę. Światło chaty przygasło na moment, mgła zgęstniała.
Wtedy pojawił się trzask - jak pękająca gałąź w zimowym lesie. Echo poniosło się po tamtej stronie i długo nie gasło. Dusze cofnęły się, a ciemność odsunęła od chaty.
Znów zapadła cisza.
Ale każdy, kto czuwał pod drzewcem, wiedział, że tej nocy coś się zmieniło. Jakby po tamtej stronie ktoś lub coś zaczęło szukać drogi do doliny.

















































