niedziela, 15 lutego 2026

NoS2 - Odcinek 3

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 3: Projekcja

Wtedy, nie wiadomo czy na jawie, czy we śnie, ujrzała postać. Prababki - tej, która kiedyś czytała ogień.

Jej obecność była mglista, nieuchwytna, jak cień zatańczony na granicy światła i mroku.

Nie przemówiła słowami, lecz coś w spojrzeniu przenikało głęboko - jakby chciała pokazać Jagnie, że życie, choć kruche i ulotne, ma wartość nie do przecenienia.

Jagna nie wiedziała, czy to sen, czy rzeczywistość. Ale poczuła, że nie jest sama.

Gdy ocknęła się, deszcz ustał. Niebo rozświetlały ostatnie gwiazdy - zwiastuny końca nocy.

Między drzewami światło się zbliżało, powolne, chwiejne, jakby ktoś stąpał po miękkim mchu, ostrożnie, jakby bał się rozbudzić las. Latarnia rzucała długie cienie, które tańczyły razem z nią, tworząc niepokojącą, ale i dziwnie przyciągającą grę świateł i ciemności.

Postać była niewyraźna, owiana mgłą poranka, ale Jagna rozpoznała coś znajomego - cień kogoś, kto niekoniecznie chciał się pokazać, a jednak musiał przyjść. Nie przyjaciel, nie wróg. Raczej przewodnik, który pojawia się wtedy, gdy droga jest jeszcze pełna pytań.

Nie było słów, a jednak w spojrzeniu tej osoby Jagna poczuła wezwanie: czas przestać błądzić w ciemnościach, odpuścić żal i strach, zacząć zauważać to, co żywe, prawdziwe - każdy oddech, każdą chwilę, nawet jeśli boli i ciąży.

Jagna wiedziała teraz - choć droga nie jest jasna - że musi wrócić do świata żywych nie po to, by uciec, ale by zacząć żyć naprawdę. Życie to nie tylko trwanie, lecz wybór, walka i odwaga.

czwartek, 12 lutego 2026

Między zimą, a wymówką

Luty jest miesiącem bez dramaturgii. Nie ma w nim ani ostrej, klarownej zimy, która potrafi zachwycić surowością, ani wyraźnych znaków wiosny, które budzą nadzieję. To czas przejścia, w którym krajobraz jakby się zawiesza. Śnieg znika, ale ziemia jeszcze nie żyje. Dzień wydłuża się o kilka minut, jednak światło wciąż jest matowe i ciężkie.


W takiej przestrzeni łatwo traci się rozpęd. Styczeń niesie energię początku. Nowe plany, świeże postanowienia, poczucie startu. Marzec przyniesie pierwsze realne sygnały zmiany: inne powietrze, pierwsze wyraźniejsze dźwięki ptaków, ruch w przyrodzie. Luty natomiast nie daje ani ekscytacji nowości, ani namacalnej obietnicy. Jest spokojny, szary, powtarzalny. A powtarzalność bywa wymagająca.

Najłatwiej odpuścić wtedy, gdy nic nie motywuje z zewnątrz. Gdy krajobraz nie zachwyca, gdy pogoda nie sprzyja, gdy efekty nie są widoczne. Wysiłek włożony w codzienne działanie nie przynosi natychmiastowej nagrody. Nie ma spektakularnych rezultatów, nie ma entuzjazmu. Jest tylko konsekwencja - albo jej brak.

W lutym wiele rzeczy dzieje się w ciszy. Gleba powoli zmienia strukturę, drzewa zaczynają przygotowania niewidoczne dla oka, dzień niepostrzeżenie zyskuje kilka minut światła. To procesy subtelne, niemal ukryte. Nie robią wrażenia, bo nie są efektowne.
Podobnie jest z ludzkimi nawykami. Najtrudniej utrzymać je wtedy, gdy nie towarzyszy im ani entuzjazm początku, ani widoczny progres. Gdy działanie staje się rutyną, a rutyna nie przynosi emocji. Właśnie wtedy pojawia się pokusa, by odłożyć coś na później, przesunąć, zawiesić.

Jedno odpuszczenie rzadko ma znaczenie. Problem zaczyna się w powtarzalności tej decyzji. Luty sprzyja takiej miękkiej rezygnacji - bez dramatów, bez wyraźnego momentu zerwania. Raczej przez powolne rozluźnienie dyscypliny.
A jednak to miesiąc, w którym wiele rzeczy dojrzewa pod powierzchnią. To, co niewidoczne, przygotowuje się do wyraźniejszego ruchu. Może dlatego właśnie ten niepozorny czas jest tak ważny. Nie dlatego, że coś spektakularnego się wydarzy, ale dlatego, że właśnie wtedy rozstrzyga się, czy ciągłość zostanie zachowana.

Luty nie nagradza od razu. Nie daje fajerwerków ani widocznych efektów. Jest surowy i cichy. Ale rzeczy budowane w ciszy często okazują się trwalsze niż te, które powstały w entuzjazmie.
Może więc nie jest to miesiąc przejściowy, jak zwykło się mówić, lecz miesiąc próby -  sprawdzian konsekwencji w czasie, który sam w sobie nie inspiruje.

I właśnie dlatego tak łatwo wtedy odpuścić.

poniedziałek, 9 lutego 2026

W górach Madery

Kilka zdjęć ukazujących prawdziwe oblicze portugalskiej Madery.










sobota, 31 stycznia 2026

NoS s2 - Odcinek 2

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 2: Ucieczka

Nagle huk przebił ciszę - błyskawica uderzyła w dach, a drewniane belki trzasnęły, rzucając kurz w powietrze. Światło rozdarło mrok, a czas zdawał się zatrzymać.

Dach rozwarł się na moment, a Jagna poczuła, jak powietrze wlewa się do środka, jakby zapraszając ją do ucieczki.

Nie czekając, wstała i wybiegła w nieznane, przed siebie, byle dalej, byle z dala od ciemności.

Wbiegła między drzewa, nie patrząc za siebie, tylko przed siebie - każdy krok był ucieczką od cienia, od ciszy, od tego, co ją więziło.

Po drugiej stronie wszystko było inne. Cisza miała ciężar, a powietrze pachniało wilgocią i ziemią rozkładu. Liście pod jej stopami szeleściły zbyt głośno, jakby ktoś słuchał.

Nagle na ścieżce przed nią pojawiła się postać. Spaleniec. Jego ciało skwierczało iskrami, jakby ogniem karmiła się sama skóra. Oczy płonęły czerwonym żarem, pełne bólu i pragnienia.

Nie mówił, ale jego obecność była ostrzeżeniem. Jagna poczuła, że życie, które znała, jest kruche - ulotne jak płomień, który może zgasnąć w każdej chwili. Spaleniec zbliżał się powoli, krok po kroku, z ogniem w oczach, który zdawał się pragnąć pochłonąć wszystko, co żywe.

Serce Jagi zabiło szybciej - czuła, jak zimny strach ściska jej gardło. Kiedy Spaleniec miał ją już pochwycić, wśród drzew rozległo się szczekanie.
Z ciemności wybiegł pies, silny, zdrowy, szczerzący kły. Zbliżył się bez lęku, a Spaleniec ustąpił, zatrzymując się w bezruchu. Wyciągnął tylko rękę, pokazując palcem drogę, która prowadziła dalej - przez mrok, przez nieznane.

Jagna skinęła głową. Zrozumiała, że musi podążać, choć nie wiedziała dokąd.

Biegła dalej, z każdym krokiem czując ciężar decyzji i pragnienie przetrwania.

W końcu dotarła do Zagajnika. Upadła pod powalonym drzewem, a jej oddech mieszał się z szeptem liści.

niedziela, 25 stycznia 2026

Gdy las milczy, piwnica mówi

Po świętach zawsze zapada głęboka cisza. Stoły, jeszcze niedawno pełne gwaru, teraz świecą pustką, a zapachy dawno wywietrzały, ustępując miejsca surowemu, zimowemu rytmowi. To, co działo się wcześniej, było zaledwie próbą - teraz zima trzyma twardo i bez żadnych negocjacji. Las zupełnie ucichł i nie zamierza oddać już nic więcej; gałęzie stały się kruche, ziemia zamknęła się w sobie, a znane ścieżki zniknęły pod warstwą lodu. Nawet zapach drzew stał się płaski i suchy, jakby całe życie zeszło głęboko pod korzenie, zupełnie poza zasięg ludzkich rąk.
 
​W takie dni schodzi się niżej, tam, gdzie powietrze jest chłodne i gęste, nasycone aromatem jabłek, miodu i wilgotnego drewna. W piwnicznym półmroku słoiki stoją w równych rzędach - jedne lekko przykurzone czasem, inne wciąż lśniące po jesiennym myciu, a każdy z nich skrywa w sobie zamknięty dzień sprzed wielu miesięcy. To tutaj nalewki dojrzewają w absolutnej ciszy, miody z mniszka gęstnieją do koloru letniego słońca, a syropy przestają być tylko obietnicą, stając się realnym zapasem na trudny czas.
 
​Warto wtedy sięgnąć po gąsiory z winem z dzikiej róży, które przez długie miesiące zrzucało z siebie garb cierpkości, by wreszcie wyklarować się do głębokiego, herbacianego brązu. Gdy mróz na zewnątrz dobija do dziesięciu kresek, takie wino otwiera się powoli i ciężko, niosąc w sobie echo owoców, które przemarzły jeszcze na krzakach, zanim trafiły do szkła. Przy ogniu, z dodatkiem korzennych przypraw, trunek zaczyna mówić pełnym głosem, rozgrzewając nie tylko dłonie, ale i zdrętwiałą od zimy duszę.
 

​Tu nie ma miejsca na pośpiech, jest tylko cierpliwość, która właśnie teraz zaczyna procentować. Piwnica przestaje być zwykłym magazynem, stając się strategicznym odwodem na czas, kiedy zima dobitnie pokazuje swoją długość. Las odpocznie w swoim letargu, a wraz z nim można odpocząć i tutaj - z poczuciem spokoju, że ktoś, kiedy było jeszcze ciepło i jasno, pomyślał o tym właśnie dniu.