wtorek, 24 lutego 2026

Zaufanie do cyklu

Pod koniec lutego świat jeszcze wygląda jak wstrzymany oddech. Gałęzie stoją nagie, ziemia trzyma chłód pod skórą, a jednak światło zmienia barwę. Dzień nie ucieka już w popłochu. Coś pod powierzchnią zaczyna się poruszać, choć nikt jeszcze tego nie widzi.
To czas, kiedy należy wziąć sekator do ręki nie z niecierpliwości, lecz z cichej zgody na rytm. Drzewo nie ma liści, nie ma owoców, nie ma dowodów. Jest tylko kształt, który trzeba na nowo odczytać. Gałąź, która rosła za gęsto. Cień, który zabierał światło. Drewno, które już nie żyje, choć wciąż trzyma się pnia.
Cięcie nie jest gestem przeciwko. Jest gestem - dla powietrza, które ma krążyć między konarami. Dla słońca, które ma dotrzeć głębiej. Dla siły, która nie powinna rozpraszać się na to, co suche.
W tym geście jest zaufanie. Do tego, że wiosna nie potrzebuje pośpiechu. Że sok ruszy wtedy, kiedy powinien. Że pąk otworzy się bez naszych rozkazów. Zaufanie do cyklu nie polega na biernym czekaniu. Polega na zrobieniu tego, co należy do tej fazy - ani kroku więcej, ani mniej.

Zima nie jest pomyłką w kalendarzu. Jest ciszą przed pełnią. Jest czasem porządkowania sił, które jeszcze nie pokazują twarzy. Gdy stoimy pod drzewem i skracamy gałąź, uczymy się zgody na to, że nie wszystko kwitnie naraz. Że czasem trzeba coś oddać ziemi, by później móc coś z niej podnieść.j


Drzewo nie boi się lutego. Nie próbuje przyspieszyć marca. Trwa. Gromadzi. Czeka, ale nie bezczynnie - pracuje w środku, w miejscach niewidocznych dla oka.
Może właśnie to jest najtrudniejsze. Ufać temu, czego jeszcze nie widać. Przyjąć, że okres ogołocenia nie jest końcem, lecz przygotowaniem. Że przycięcie nie odbiera życia, tylko porządkuje jego kierunek.

A kiedy w maju pojawi się pierwsza zieleń, nikt już nie będzie pamiętał o cięciu. Zostanie tylko światło między gałęziami i owoc, który dojrzeje w swoim czasie.

sobota, 21 lutego 2026

Cisza w świecie hałasu

Żyjemy w rzeczywistości, w której dźwięk niemal nigdy nie ustaje. W tle zawsze coś gra, coś mówi, coś informuje. Telefony wibrują, ekrany świecą, wiadomości napływają jedna po drugiej. Nawet kiedy wokół zapada wieczór, w nas wciąż coś szumi - cudze opinie, obrazy z całego dnia, niewysłane odpowiedzi.

Przyzwyczailiśmy się do tego stopnia, że cisza zaczęła wydawać się czymś nienaturalnym. Kiedy nagle robi się spokojnie, pojawia się lekki dyskomfort, jakby czegoś brakowało. Odruchowo sięgamy po telefon, włączamy muzykę, sprawdzamy wiadomości, byle tylko zapełnić tę przestrzeń.

A przecież cisza nie jest pustką. Jest przestrzenią.
W niej powoli opada to, co niepotrzebne. Myśli przestają się ścigać, emocje układają się jak kurz, który wreszcie może osiąść. To, co było zagłuszone przez nieustanny strumień bodźców, zaczyna być słyszalne. Nie zawsze od razu, nie zawsze wygodnie, ale prawdziwie.

Może dlatego tak trudno nam ją dopuścić. Cisza nie oferuje rozrywki ani gotowych odpowiedzi. Nie podsuwa tematów zastępczych. Zostawia nas z tym, co w środku - z pytaniami, których nie zadawaliśmy, z potrzebami, które odkładaliśmy na później.

A jednak właśnie tam często zaczyna się porządek. W spokojnym, niewymuszonym milczeniu łatwiej odróżnić to, co naprawdę nasze, od tego, co tylko przylgnęło z zewnątrz. Łatwiej poczuć własne tempo, zamiast dopasowywać się do tempa świata.

Cisza nie musi oznaczać ucieczki ani izolacji. Może być krótką przerwą, świadomym zatrzymaniem, momentem oddechu między jednym obowiązkiem a drugim. Czasem wystarczy kilka minut bez ekranu i bez dźwięku, by poczuć, że coś w nas wraca na swoje miejsce.

niedziela, 15 lutego 2026

NoS2 - Odcinek 3

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 3: Projekcja

Wtedy, nie wiadomo czy na jawie, czy we śnie, ujrzała postać. Prababki - tej, która kiedyś czytała ogień.

Jej obecność była mglista, nieuchwytna, jak cień zatańczony na granicy światła i mroku.

Nie przemówiła słowami, lecz coś w spojrzeniu przenikało głęboko - jakby chciała pokazać Jagnie, że życie, choć kruche i ulotne, ma wartość nie do przecenienia.

Jagna nie wiedziała, czy to sen, czy rzeczywistość. Ale poczuła, że nie jest sama.

Gdy ocknęła się, deszcz ustał. Niebo rozświetlały ostatnie gwiazdy - zwiastuny końca nocy.

Między drzewami światło się zbliżało, powolne, chwiejne, jakby ktoś stąpał po miękkim mchu, ostrożnie, jakby bał się rozbudzić las. Latarnia rzucała długie cienie, które tańczyły razem z nią, tworząc niepokojącą, ale i dziwnie przyciągającą grę świateł i ciemności.

Postać była niewyraźna, owiana mgłą poranka, ale Jagna rozpoznała coś znajomego - cień kogoś, kto niekoniecznie chciał się pokazać, a jednak musiał przyjść. Nie przyjaciel, nie wróg. Raczej przewodnik, który pojawia się wtedy, gdy droga jest jeszcze pełna pytań.

Nie było słów, a jednak w spojrzeniu tej osoby Jagna poczuła wezwanie: czas przestać błądzić w ciemnościach, odpuścić żal i strach, zacząć zauważać to, co żywe, prawdziwe - każdy oddech, każdą chwilę, nawet jeśli boli i ciąży.

Jagna wiedziała teraz - choć droga nie jest jasna - że musi wrócić do świata żywych nie po to, by uciec, ale by zacząć żyć naprawdę. Życie to nie tylko trwanie, lecz wybór, walka i odwaga.

czwartek, 12 lutego 2026

Między zimą, a wymówką

Luty jest miesiącem bez dramaturgii. Nie ma w nim ani ostrej, klarownej zimy, która potrafi zachwycić surowością, ani wyraźnych znaków wiosny, które budzą nadzieję. To czas przejścia, w którym krajobraz jakby się zawiesza. Śnieg znika, ale ziemia jeszcze nie żyje. Dzień wydłuża się o kilka minut, jednak światło wciąż jest matowe i ciężkie.


W takiej przestrzeni łatwo traci się rozpęd. Styczeń niesie energię początku. Nowe plany, świeże postanowienia, poczucie startu. Marzec przyniesie pierwsze realne sygnały zmiany: inne powietrze, pierwsze wyraźniejsze dźwięki ptaków, ruch w przyrodzie. Luty natomiast nie daje ani ekscytacji nowości, ani namacalnej obietnicy. Jest spokojny, szary, powtarzalny. A powtarzalność bywa wymagająca.

Najłatwiej odpuścić wtedy, gdy nic nie motywuje z zewnątrz. Gdy krajobraz nie zachwyca, gdy pogoda nie sprzyja, gdy efekty nie są widoczne. Wysiłek włożony w codzienne działanie nie przynosi natychmiastowej nagrody. Nie ma spektakularnych rezultatów, nie ma entuzjazmu. Jest tylko konsekwencja - albo jej brak.

W lutym wiele rzeczy dzieje się w ciszy. Gleba powoli zmienia strukturę, drzewa zaczynają przygotowania niewidoczne dla oka, dzień niepostrzeżenie zyskuje kilka minut światła. To procesy subtelne, niemal ukryte. Nie robią wrażenia, bo nie są efektowne.
Podobnie jest z ludzkimi nawykami. Najtrudniej utrzymać je wtedy, gdy nie towarzyszy im ani entuzjazm początku, ani widoczny progres. Gdy działanie staje się rutyną, a rutyna nie przynosi emocji. Właśnie wtedy pojawia się pokusa, by odłożyć coś na później, przesunąć, zawiesić.

Jedno odpuszczenie rzadko ma znaczenie. Problem zaczyna się w powtarzalności tej decyzji. Luty sprzyja takiej miękkiej rezygnacji - bez dramatów, bez wyraźnego momentu zerwania. Raczej przez powolne rozluźnienie dyscypliny.
A jednak to miesiąc, w którym wiele rzeczy dojrzewa pod powierzchnią. To, co niewidoczne, przygotowuje się do wyraźniejszego ruchu. Może dlatego właśnie ten niepozorny czas jest tak ważny. Nie dlatego, że coś spektakularnego się wydarzy, ale dlatego, że właśnie wtedy rozstrzyga się, czy ciągłość zostanie zachowana.

Luty nie nagradza od razu. Nie daje fajerwerków ani widocznych efektów. Jest surowy i cichy. Ale rzeczy budowane w ciszy często okazują się trwalsze niż te, które powstały w entuzjazmie.
Może więc nie jest to miesiąc przejściowy, jak zwykło się mówić, lecz miesiąc próby -  sprawdzian konsekwencji w czasie, który sam w sobie nie inspiruje.

I właśnie dlatego tak łatwo wtedy odpuścić.

poniedziałek, 9 lutego 2026

W górach Madery

Kilka zdjęć ukazujących prawdziwe oblicze portugalskiej Madery.