czwartek, 26 marca 2026

Jest taka ścieżka

Jest taka pętla w Dolinie Bystrzycy, za parkiem miejskim. Około pięciu kilometrów, start i meta w tym samym miejscu, przy jednym parkingu. Trasa znana na pamięć, bez kombinowania, bez błądzenia. Wchodzi się w las i po chwili wszystko układa się samo, kolejne zakręty nie wymagają decyzji, tylko idzie się dalej, dokładnie tak jak zawsze.


Nie chodzi się tam wszędzie. Część odnóg jest z góry skreślona. Wystarczyło tylko spojrzeć, żeby wiedzieć, że nic tam nie ma. Zwykłe haszczowiska nad rzeką, gęste, wilgotne, bez sensu, jeśli nie ma konkretnego powodu. Nie każde miejsce musi być sprawdzone.

Na tej trasie jest jednak jedna ścieżka, która nie daje spokoju. Nie dlatego, że czymś przyciąga. Właśnie przeciwnie - wygląda jak skrót. A skróty w takich miejscach zazwyczaj prowadzą donikąd, kończą się przedzieraniem przez zarośla i stratą czasu. Ślad, który ktoś kiedyś zostawił, a potem przestał być używany, bo nie było ku temu powodu.
I dokładnie tak jest traktowana. Omijana bez zatrzymywania się, bez potrzeby sprawdzania. Tylko że z tą ścieżką wiąże się jedna rzecz.
Niegdyś chodził tamtędy ksiądz po kolędzie. Na skróty.

Można sobie wyobrazić człowieka przedzierającego się przez krzaki, szukającego drogi, kogoś w sutannie, idącego pewnie przez coś, co wygląda jak ślepa odnoga w chaszczach nad rzeką. To się nie zgadza ani z terenem, ani z tym, jak takie miejsca działają. I przez to obraz wraca. Zostaje gdzieś z tyłu głowy, pojawia się przy każdym przejściu obok, choć nie zatrzymuje na tyle, żeby skręcić.
I na razie tak zostaje.

Nie każdą ścieżkę trzeba sprawdzić. Nie każdą ciekawość trzeba zamykać. Czasem lepiej zostawić coś niedopowiedzianego, zamiast rozdeptać to jednym wejściem i zapomnieć, że w ogóle było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz