sobota, 7 listopada 2026

Szron na skraju dróg

Są takie poranki, kiedy jesień odrzuca wszelkie półśrodki. Jeszczeczczczcz jeszcze niedawno ziemia była brunatna i wilgotna, a dzisiaj po wyjściu z domu świat w dolinie wita surowym, lodowym srebrem. Ziemia, trawy i korony drzew zostały skute pierwszym porządnym, siwym szronem - bez uprzedzenia i bez zapowiedzi, dając o sobie znać dopiero na trasie.



​Listopadowa paleta barw z dnia na dzień traci jaskrawość. Zostaje jedynie wyrazista geometria nagich konarów, ciemna wstęga leśnej drogi poprzecinana opadłymi liśćmi oraz trawa, która pod ciężarem kryształków lodu wygląda, jakby porosła gęstym, białym futrem. Ścieżka prowadząca między zaroślami zamienia się w chłodny korytarz ginący w porannej mgłosferze, a gałęzie krzewów przybierają postać misternie tkanych, drobnych koronek. W oddali ściana lasu płynnie zlewa się z mlecznym niebem, a jedynym cieplejszym akcentem pozostają nieliczne korony trzymające resztki zżółkłych liści.


​W takich warunkach, gdy zmarznięte podłoże chrzęści pod stopami, a powietrze staje się lodowato czyste, rytm marszu naturalnie zwalnia. Brakuje tu jakiegokolwiek pośpiechu czy hałasu - trwa surowy stan przejściowy natury, szykującej się do zimowego spoczynku. To bezludny, nieruchomy świat, z którego wraca się z solidnie przewietrzoną głową i poczuciem całkowitego odcięcia od codziennego zgiełku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz