Najbardziej fascynujący moment w sezonie to ten, tuż przed wybuchem opieniek - gdy las już coś szepcze, tylko trzeba umieć to usłyszeć.
Nie widać jeszcze kapeluszy, ale wszystko dookoła zaczyna się zmieniać: zapach, wilgoć, nawet zachowanie zwierząt.
Zbliżające się opieńki da się wyczuć. Najpierw pojawia się słodkawy zapach mokrego drewna, jakby fermentującej kory - to znak, że grzybnia pracuje. Drewno nagrzewa się od środka, a powietrze pachnie „ciepłą zgnilizną”.
Potem można zauważyć, że kora starych pni robi się ciemna i jakby spocona - to nie zawsze deszcz, lecz para z wnętrza drewna, gdy grzybnia zaczyna oddychać pełną parą. Zazwyczaj po takim „spoceniu” w ciągu dnia lub dwóch pojawiają się pierwsze czapeczki.
Kolejny sygnał to pękająca kora. Jeśli pod spodem widać biały, włóknisty nalot przypominający pajęczynę - to aktywna grzybnia opieńki, która rozpycha się od środka.
Wtedy wystarczy tylko chłodna noc - około 3-5°C - i poranna, ciężka rosa. To moment, kiedy natura daje sygnał: czas na owocniki. Po 24-48 godzinach zaczynają wychodzić pierwsze zwiadowcze grupy.
Czasem o nadchodzącym wysypie mówi też sam las - robi się w nim więcej życia. Ślimaki, mrówki i dzięcioły gromadzą się przy starych pniach, bo wyczuwają ciepło i zapach białka z pracującej grzybni.
A jeśli po kilku chłodnych dniach trafi się jedno ciepłe, parne popołudnie z mgłą nad ściółką - to niemal pewne, że następnego ranka pojawią się złociste gromady.
Opieńki nie przychodzą po cichu. Najpierw las daje znak - wystarczy się zatrzymać, wciągnąć zapach i posłuchać, co mówi ziemia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz