niedziela, 28 grudnia 2025

Zanim zaczną strzelać

W górach jest jeszcze cicho.
Nie idealnie i nie odświętnie. Po prostu normalnie. Las oddycha, śnieg skrzypi pod butami, ptaki robią swoje. Na razie nic się nie dzieje.
W miastach cisza już się kończy. Choć jeszcze nikt niczego nie odpalił, czuć napięcie. W rozmowach, w sklepach, w internecie. Wszyscy wiedzą, że to zaraz się zacznie.

Co roku jest podobnie.
Jedni czekają na świętowanie - na światła, hałas i chwilę oderwania. Inni myślą tylko o tym, jak to przeczekać. Zamknąć okna, zostać w domu, uspokoić siebie i zwierzęta. A one nie mają wyboru. Reagują tak, jak potrafią.


Ten czas pomiędzy jest dziwny.
Jeszcze jest spokojnie, ale spokój już się kończy. To kilka dni, kiedy wszyscy są świadomi tego, co nadejdzie.

czwartek, 25 grudnia 2025

Przesilenie zimowe ...

... nie jest świętem. Nie przynosi ulgi ani nagrody za wytrwanie w ciemności. To tylko moment, w którym cofanie się światła zostaje zatrzymane. Nic się jeszcze nie poprawia. Dni nadal są krótkie, zimno trzyma, a noc nie oddaje pola. Różnica jest czysto techniczna - od tej chwili nie będzie już gorzej niż było wczoraj.

W przyrodzie takie granice przechodzą bezgłośnie. Nikt ich nie ogłasza, nikt nie zaznacza w kalendarzu. Rośliny nie zaczynają jeszcze rosnąć, zwierzęta nie zmieniają trybu, krajobraz wygląda dokładnie tak samo jak dzień wcześniej. A jednak coś się domyka. Ciemność przestaje się pogłębiać. To wystarczy.


Przesilenie jest punktem zerowym, nie początkiem. Miejscem, w którym ruch ustaje, zanim pojawi się ruch w drugą stronę. Natura nie potrzebuje symboli ani obietnic - wystarcza jej stabilizacja. Chwila, w której wiadomo już, że dalsze cofanie nie nastąpi, nawet jeśli na poprawę trzeba będzie jeszcze długo czekać.

Człowiek ma z tym problem. Chciałby widocznej zmiany, znaku, że wysiłek miał sens. Tymczasem przesilenie nie daje nic do świętowania. Daje tylko granicę. Zgodę na trwanie w bezruchu, na oszczędzanie energii, na niedziałanie. To nie jest wezwanie do nowego etapu, raczej ciche pozwolenie, żeby jeszcze zostać w tym, co jest.

Dlatego przesilenie zimowe lepiej rozumieć jako linię na osi roku, a nie wydarzenie. Punkt, po którym noc przestaje wygrywać, choć jeszcze długo będzie wyglądało, jakby nic się nie zmieniło. I być może właśnie w tym jego sens - nie w obietnicy światła, tylko w zatrzymaniu ciemności.

czwartek, 18 grudnia 2025

Co robią zwierzęta w grudniu?

Grudzień w lesie wygląda na martwy. Cisza, puste ścieżki, brak ruchu. Ale to tylko pozory. Przyroda nie znika - ona zwalnia. Zwierzęta nie marnują energii, nie robią niczego na pokaz. Każdy ruch ma sens, każda decyzja kosztuje. Zimą nie wygrywa ten, kto jest najszybszy. Wygrywa ten, kto najlepiej gospodaruje siłami.


Dziki w tym czasie schodzą niżej. Coraz częściej pojawiają się przy wsiach, na obrzeżach miast, przy polach i drogach. Nie dlatego, że chcą straszyć ludzi, ale dlatego, że w lesie jedzenia jest coraz mniej. Ryją ziemię w poszukiwaniu żołędzi, resztek kukurydzy i wszystkiego, co da się szybko zamienić na energię. Są ostrożne, ale zdeterminowane - zima nie wybacza błędów.

Lisy stają się jeszcze bardziej czujne i ciche. Polują głównie nocą oraz o świcie, korzystając z ciszy i mrozu, który spowalnia ich ofiary. Zimą częściej widać lisie tropy niż samego lisa. On woli pozostać niewidzialny, bo każde niepotrzebne spotkanie to strata cennej energii.

Sarny i jelenie poruszają się mniej i ostrożniej. Trzymają się sprawdzonych tras, znanych żerowisk i miejsc osłoniętych od wiatru. Unikają biegania, skoków i stresu. Często stoją długo w jednym miejscu - nie z lenistwa, lecz z rozsądku. Zimą spokój jest ważniejszy niż ruch.

Wiewiórki w grudniu wciąż można spotkać, ale znacznie rzadziej niż jesienią. Korzystają z zapasów, które zgromadziły wcześniej, odnajdują swoje spiżarnie i w razie potrzeby przenoszą jedzenie w bezpieczniejsze miejsca. Jeśli widzisz zimą wiewiórkę, to znak, że jesień została przez nią dobrze zaplanowana.

Ptaki, które nie odlatują na zimę, trzymają się bliżej człowieka. Ogrody, karmniki i zabudowania dają im więcej szans niż pusty, zimny las. W tym czasie nawet prosta pomoc - karmnik, woda i spokój - może realnie zadecydować o ich przetrwaniu.

Część zwierząt zapada w sen zimowy lub półsen. Niedźwiedzie, borsuki czy jeże spowalniają swoje funkcjonowanie do minimum. Reagują na bodźce, czasem się budzą, ale nie żyją pełnią aktywności. To czas przeczekania, bo natura wie, że z zimą nie warto walczyć - lepiej ją przespać.

Grudniowy las nie jest pusty. On po prostu żyje ciszej. To czas skupienia, oszczędzania energii i trwania. Zwierzęta robią dokładnie to, czego często brakuje ludziom pod koniec roku - zwalniają, upraszczają i nie szarpią się z rzeczywistością. Czasem najlepszą strategią nie jest działać więcej. Czasem najlepszą strategią jest po prostu przetrwać w spokoju.

niedziela, 7 grudnia 2025

Zimowe spacery

Zima potrafi wyssać z człowieka całą chęć do ruszenia się z domu. Człowiek patrzy przez okno, widzi szarość, mgłę, zimno… i automatycznie myśli: „Po co ja mam w to wychodzić?”
A jednak to właśnie zimą spacer daje najwięcej.


To nie jest pora roku dla wymiataczy, co biegają z endorfinami w kieszeni. To jest czas dla tych, którzy potrzebują oddychać. Zostawić na chwilę hałas, myśli, robotę, ludzi. I wejść w ciszę, której latem nie ma nigdzie.

Zimowy las nie oszukuje. Nie krzyczy kolorami, nie kusi zapachami. On po prostu jest - surowy, prosty, uczciwy. I wystarczy kilkanaście minut, żeby poczuć, jak wszystko w środku zaczyna się uspokajać.

Po co i dla kogo są zimowe spacery?

Dla ludzi zmęczonych. Dla tych, którzy potrzebują odciąć kabel od codziennego napięcia. Dla kogoś, kto chce poczuć, że ma ciało, płuca, rytm. Dla tych, co w grudniu łapią dół, przeciążenie, pośpiech. Dla kogoś, kto chce wyhamować, zanim się rozsypie.

Nie trzeba przebijać się przez zaspy ani robić kilometrowych marszów. Wystarczy przejść się skrajem lasu, między polami, nawet po zwykłej wiejskiej drodze. Powietrze jest ostrzejsze, czystsze, a mózg w końcu dostaje dawkę tlenu, której od dawna mu brakowało.

Zimą człowiek wraca do siebie szybciej. Nie dla lajków, nie dla kroków w aplikacji. Dla spokoju, głowy, dla własnego oddechu.

niedziela, 30 listopada 2025

Las w trybie "minimum"

20 km nie dało żadnych nowych roślin, żadnych owoców, żadnych hub. Tylko suche trawy, nagie gałęzie i cisza. I to też jest ważne, bo las ma swój moment, w którym nie daje nic. Nie dlatego, że czegoś ‘nie znaleźliśmy’, tylko dlatego, że on sam wszedł w tryb minimalny.


Przełom listopada i grudnia to czas, kiedy nawet mech potrafi wyglądać jak wyblaknięty. Huby trzymają się wysoko na pniach, ale na ziemi pusto. Pod stopami chrupią suche liście, a drzewa stoją jakby całkiem bez życia. To naturalne. Tak wygląda moment przed zimą, kiedy las więcej zatrzymuje, niż oddaje.

I właśnie o tym nie pisze się za często: że są takie wyprawy/spacery, z których wraca się nie z pełnym koszem, tylko z obserwacją, że las też ma prawo do bezruchu.

czwartek, 27 listopada 2025

Co mówią listopadowe brzozy?

Brzozy jesienią mają jeden prosty zwyczaj: kiedy zaczyna się ochładzać i dzień wyraźnie skraca, drzewa „ściągają” wodę z pni w stronę korzeni. W praktyce oznacza to, że zanim spadną wszystkie liście, kora zaczyna robić się bardziej matowa, sucha w dotyku i lekko pofalowana. To pierwszy sygnał, że drzewo kończy sezon i zamyka transport wody.



Druga rzecz, którą łatwo zauważyć: w wilgotne, listopadowe dni brzozy przestają pachnieć żywicą. W ciepłych miesiącach zapach jest intensywny - teraz słabnie, bo sok już nie krąży. Jeśli przejdziesz obok młodych, białych brzózek i nie czujesz absolutnie nic, to znak, że przeszły w tryb oszczędzania energii.

I najważniejsze: kiedy brzozy robią się „ciche”, to zwykle oznacza, że w ciągu kilku dni zacznie się trwalsze ochłodzenie albo pierwsze przymrozki. Drzewo reaguje szybciej niż prognozy - po prostu zabezpiecza się przed nocnym spadkiem temperatury.

Krótko mówiąc: jeśli brzozy w lesie wyglądają na wysuszone, matowe i bez zapachu - jesień weszła w tę chłodniejszą fazę. Terenowo warto to obserwować, bo to naturalny barometr pogody na najbliższe dni.

niedziela, 23 listopada 2025

Nasz Newsletter

Czy jest sposób, żeby wygodniej śledzić to, co pojawia się na blogu?
Zwykle trzeba zaglądać i sprawdzać, czy coś się pojawiło nowego. A Facebook raz pokazuje, raz nie, a algorytmy potrafią zgubić nawet ważne wpisy. 
Dlatego uruchomiliśmy newsletter Leśnej Szeptuchy - prostą formę przypominajki dla tych, którzy chcą być pewni, że nic im nie umknie.

Jak to działa?
- raz na 7-14 dni dostaniecie krótkie podsumowanie nowych wpisów, Zapisków Szeptuchy i naszych wędrówek,
- bez spamu, bez reklam,
- tylko linki i treści, które już znacie z bloga,
- żadnych ukrytych sztuczek - zwykła, wygodna wiadomość.

Blog pozostaje naszym centrum. Newsletter to tylko dodatkowa, praktyczna ścieżka dla tych, którzy mają ochotę korzystać.

Jeśli chcecie dopisać swojego maila, możecie to zrobić tutaj:
Do zobaczenia

sobota, 22 listopada 2025

Głóg - krzak, który robi robotę

Widzisz w lesie albo przy polnej drodze czerwone, twarde kuleczki w kiściach? To prawdopodobnie głóg. Krzak z kolcami, który zwykle traktujemy jak przeszkodę na ścieżce, a tymczasem to jedna z najbardziej wartościowych roślin na serce i odporność.

Po czym go poznać?
- owoce czerwone, kuliste, z charakterystyczną „gwiazdką” na końcu,
- rośnie w kiściach,
- gałęzie cienkie, często z kolcami,
- liście drobne, powcinane.


Co z niego zrobisz?

1. Susz z owoców
Najprostsze. Owoce rozłożyć i wysuszyć – w piekarniku na uchylonych drzwiach albo na sitku.
Wspiera serce, delikatnie uspokaja, poprawia krążenie.

2. Nalewka
Głóg + spirytus + cierpliwość. Dobra przy kołataniu, stresie i ogólnym przemęczeniu. Smak cierpkawy, charakterystyczny.

3. Herbatka wzmacniająca
Z suszem róży, melisy, jabłka lub jarzębiny. Rozgrzewa i wzmacnia zimą.

4. Mieszanki ziołowe
Najlepiej gra z melisą, lipą, lawendą i serdecznikiem. Wyrównuje, uspokaja, działa „wyciszająco”.

Kiedy zbierać?

Najlepiej, gdy owoce są czerwone i lekko miękną po ściśnięciu - zwykle od końca września do listopada. Te twardsze też się nadadzą, ale pełnię działania mają te miękkie.

Jak przechowywać?

Najlepiej suszyć. Wysuszony głóg trzyma właściwości przez cały rok i można go dorzucać do herbatek, mieszanek i nalewek.
Mrożenie też jest opcją, ale mrożone owoce bywają bardziej wodniste po rozmrożeniu i szybciej tracą część aromatu. Do nalewek są OK, ale do suszu się nie nadają.

Najpraktyczniej: zebrać - wysuszyć - trzymać w szczelnym słoiku. Prosto i bez kombinowania.

czwartek, 20 listopada 2025

NoS Spin-off - O chacie w Posępnej Dolinie

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy - Spin-off 🌿
Epizod 1: O chacie w Posępnej Dolinie




Nikt nie potrafi powiedzieć, skąd wzięła się ta chata. Jedni twierdzą, że stoi tu od zawsze. Inni, że pojawiła się nagle, jakby las sam ją wyrzucił z siebie - gotową, obcą, a jednak wrosłą w Dolinę tak mocno, że nie sposób jej od niej oddzielić.

Nie jest duża. Kilka kroków wzdłuż ściany, dach ciężki, przyciśnięty do ziemi. Drzwi, które wyglądają, jakby ważyły więcej, niż mogłoby je unieść jedno ramię. I okna. Te właśnie nie dają spokoju - bo pustka w nich wydaje się czymś innym niż zwykłe szkło i cień.


Byli tacy, którzy pamiętali Dziwaka w tej chacie. Widziano, jak wychodził o świcie, jak wracał, kiedy mgła gęstniała i kładła się na ziemi.
Pies szedł zawsze u jego boku. Nigdy przed, nigdy za daleko. Ich sylwetki stapiały się z drogą i ze zmierzchem, tak że trudno było powiedzieć, kto prowadził kogo.

Potem Dziwak zniknął. Ale w chacie coś zostało - echo kroków, zapach dymu, którego nie mogło być. Niektórzy przysięgali, że słyszeli wewnątrz poruszenie, jakby ktoś przesuwał krzesło. Inni - że w oknach zobaczyli cień, którego nie poznali.


Były też noce, kiedy w oknach błyskało światło. Nie takie, które dawało ciepło ani cień. Blady płomień, drgający jak oddech.

I wtedy mówiono o kobiecie. Starej, pochylonej, siedzącej przy ogniu. Niektórzy przysięgali, że widzieli jej twarz, której nie potrafili później opisać. Inni - że słyszeli szept, ale nie byli w stanie powtórzyć ani jednego słowa.


Zdarzało się jednak, że chata wyglądała na opuszczoną. Szyby czarne, próg zasypany liśćmi, cisza tak gęsta, że nawet kropla rosy zdawała się brzmieć za głośno. Ale w Dolinie nikt nie był pewien, czy pustka była prawdziwa, czy tylko czas przesunął się inaczej.
Pamięć nigdy nie układała się tu w prostą linię. Każdy widział coś innego - i każdy miał rację.

Na uboczu, trochę w cieniu drzew, stoi stara studnia. Kołowrotek zdezelowany, drewno spróchniałe, wiadro obite i pordzewiałe. A jednak lina wciąż wisi naciągnięta, jakby ktoś przed chwilą z niej korzystał.
Niektórzy twierdzą, że nocą słychać skrzypienie, choć nikt nie stoi obok. I właśnie to budziło największy niepokój - bo w Dolinie nic nie napinało się samo.


Rzadko, bardzo rzadko, pojawiał się pies. Ślady łap w błocie, echo krótkiego szczeknięcia, które milkło szybciej, niż można było uwierzyć, że się wydarzyło.
A jednak to wystarczało, by przypomnieć o Dziwaku - i że pewne więzi w Dolinie nie kończą się nigdy.


Chata stoi nadal.
Nie rozsypuje się, choć wszystko wokół dawno już zapadło się w ziemię. Trwa - nie dlatego, że ktoś ją pielęgnuje, ale dlatego, że pamięć sama w niej osiadła.
Dlatego nie mówi się o niej jak o budynku. Mówi się o niej szeptem, jak o miejscu, które pamięta lepiej niż ludzie.

I które wciąż nie zdradziło wszystkich swoich tajemnic.

poniedziałek, 17 listopada 2025

Nocleg na dziko - ambonka jako awaryjne schronienie

Las jest piękny, ale bywa bezlitosny. Burza na szlaku, ulewa, która zamienia ścieżkę w strumień, zimowy wiatr smagający twarz… Czasem przychodzi moment, gdy trzeba się gdzieś schować. A w głębi lasu jedynym dachem nad głową okazuje się… ambonka.

Spać w niej dla przygody? Nie. Ale gdy nie ma innej opcji, ta prosta, drewniana konstrukcja potrafi uratować noc i dać kilka godzin spokoju, zanim pogoda się uspokoi.


Ambonka nie powstała po to, by chronić turystów. To element infrastruktury łowieckiej - stawiany przez Koła Łowieckie lub Lasy Państwowe, często za zgodą właściciela gruntu, nie zawsze pisemną. To czyjaś własność, dlatego korzystając z niej, robisz to bez oficjalnego pozwolenia. Warto mieć to w głowie.

sobota, 15 listopada 2025

Czy to dobry czas na wycinkę drzew?

Listopad to moment, kiedy w ogrodzie i sadzie wreszcie wszystko dobrze widać. Liście spadły, gałęzie są odsłonięte i można ocenić, co trzeba wyciąć, zanim zima naprawdę przyciśnie.


W praktyce chodzi głównie o trzy rzeczy:

1. Bezpieczeństwo.
Jeśli drzewo jest pochylone bardziej niż powinno, ma pęknięty pień albo suchą koronę - nie ma sensu czekać do wiosny. Przy większym wietrze może skończyć w miejscu, w którym na pewno go nie chcesz.

2. Choroby i uszkodzenia.
W sadzie widać teraz jak na dłoni, która gałąź jest martwa, a która jeszcze trzyma życie. Suche, przemarznięte albo nadłamane konary wycinasz od razu. I tak już się nie zregenerują, a tylko osłabiają drzewo.

3. Porządek i miejsce.
Bywa, że drzewo wyrosło za duże, zacienia inne rośliny albo przeszkadza w przejściu. Albo owoców ma tyle, co kot napłakał. Wtedy decyzja jest prosta - wyciąć i zrobić miejsce czemuś, co ma sens.

Terminy wycinki:
Prawo krajowe wskazuje, że okres lęgowy ptaków trwa od 1 marca do 15 października. W tym czasie wycinka może być ograniczona, jeśli drzewo stanowi siedlisko gatunków chronionych. Najbezpieczniej planować wycinkę drzew od 16 października do końca lutego - drzewa są wtedy w spoczynku, a ryzyko ingerencji w ptasie gniazda minimalne.

Podsumowując, najlepiej wyciąć to, co martwe, chore lub niebezpieczne. A zostawić to, co zdrowe i ma przyszłość.

środa, 12 listopada 2025

Cisza nocna, czyli jak poradzić sobie z chrapaniem

Chrapanie - temat cichy jak traktor o trzeciej w nocy. Niby wszyscy udają, że nie słyszą, a sąsiedzi z drugiej strony ściany mogą rytmicznie klaskać do taktu. I chociaż sam chrapiący zwykle nie wie, co się dzieje, to reszta domowników... no cóż, wie aż za dobrze.


Czy da się coś z tym zrobić, zanim pobiegniemy do apteki po kolejny spray czy silikonowy cud z reklamy? Da się. I to z rzeczy, które możesz mieć już w kuchni albo w ogrodzie.


Domowe sposoby na chrapanie - czyli co radzi babka z lasu

1. Zioła przeciwzapalne i rozluźniające: Chrapanie często bierze się z niedrożności nosa i obrzęków gardła. Dlatego warto sięgnąć po zioła, które łagodzą stany zapalne i rozluźniają mięśnie dróg oddechowych.

Szałwia - płukanka do gardła przed snem (napar 1 łyżka na szklankę wrzątku).

Rumianek i melisa - na uspokojenie i rozluźnienie. Wypić przed snem.

Tymianek - napar lub krople z olejku eterycznego na chusteczkę przy poduszce. Działa wykrztuśnie i przeciwbakteryjnie.

2. Wciąganie nosa - czyli sól, woda i cierpliwość: Codzienne płukanie nosa roztworem soli (np. z irygatora albo strzykawki bez igły) może zdziałać cuda. Nawilżone i oczyszczone śluzówki mniej się zapadają i nie puchną w nocy.

3. Zmiana pozycji spania: Najwięcej ludzi chrapie, gdy śpią na plecach. Przewracają się na bok - chrapanie często znika. Stara ludowa metoda? Wszycie w tył piżamy guzika albo woreczka z grochem - tak, żeby niewygodnie było leżeć na plecach.

4. Miód przed snem: Łyżeczka miodu (najlepiej lipowego albo gryczanego) działa powlekająco, łagodzi mikropodrażnienia i ułatwia oddychanie przez nos.

5. Masaż i olejki eteryczne: Rozetrzyj delikatnie olejek eukaliptusowy albo miętowy (wymieszany z olejem bazowym, np. migdałowym) na szyi, karku i klatce piersiowej przed snem. Udrażnia, rozluźnia i pachnie leśnym spa.


A jeśli to nie wystarczy?

Jeśli domowe sposoby nie pomagają, a chrapanie przypomina walkę niedźwiedzia z dmuchawcem - może to być objaw bezdechu sennego, który warto skonsultować z lekarzem. Ale zanim sięgniemy po maski i maszyny, spróbujmy natury. Ona często wie, co robi.

piątek, 7 listopada 2025

Wieże widokowe - Góra Wszystkich Świętych

Czasem wystarczy jedno wejście, by zniknąć z tego świata i zobaczyć inny.
Na Górze Wszystkich Świętych, pośród sudeckich wzgórz, stoi wieża - nie za wysoka, nie za niska. Tyle, żeby wznieść się ponad mgłę.


- Zbudowana z czerwonego piaskowca ponad sto lat temu.
- Cicha, a jednak czujna - jakby pilnowała porządku między lasem, a niebem.
- Jesienią... miewa widoki jak z bajki. Albo snu. Jak na tych zdjęciach - morze chmur, a ponad nimi samotne grzbiety Gór Sowich i Bardzkich.

poniedziałek, 3 listopada 2025

Ziołowe talizmany na listopad

Listopad to czas ciszy i zamyślenia. Ziemia paruje chłodem, a dym z ognisk miesza się z mgłą. To miesiąc wygasania - kiedy to, co żywe, ustępuje snu, a pamięć o przodkach staje się wyraźniejsza niż kiedykolwiek. Wierzono, że właśnie teraz człowiek najbardziej potrzebuje ochrony - nie przed światem zewnętrznym, lecz przed ciężarem własnych myśli.


Dlatego dawne szeptuchy sięgały po zioła, które rozpalają wewnętrzne światło, chronią ducha i dom, a sercu przypominają, że każda ciemność ma swój kres.

Dziurawiec
Ziele słońca. Odpędza melancholię i wzmacnia, gdy dni stają się krótkie. Suszony, włożony do woreczka i trzymany przy sercu, rozjaśnia myśli i odpędza senne niepokoje.

Bylica pospolita
Ziele granic - między światem żywych a wspomnieniem. Wieszano ją nad drzwiami, by nie przenikało to, co obce. Dziś warto dodać ją do kadzidła albo ususzyć w małym pęczku i zostawić przy oknie.

Jałowiec
Chroni przed chorobą i złym snem. Dawniej palono jego igły, by oczyścić dom po Zaduszkach. Jego zapach przywraca poczucie bezpieczeństwa.

Macierzanka
Daje spokój i ukojenie, gdy w sercu zbyt wiele troski. Kiedyś matki wszywały jej suszone listki w ubranka dzieci - dla ochrony przed lękiem i chorobą.

Rozmaryn
Roślina pamięci i wierności. W listopadzie przypomina o tych, którzy byli przed nami. Gałązka rozmarynu włożona do kieszeni to talizman wdzięczności i ciągłości.

Głóg
Strażnik serca. Wspiera siłę i odwagę w trudnych dniach. Dawniej jego gałązki wkładano do wieńców pogrzebowych - nie z żałoby, lecz z wiary, że życie zawsze trwa dalej.

Z tych roślin możesz upleść prosty wianek, zrobić mały woreczek ochronny albo rozsypać je na parapecie - tak, by oddały domowi swój zapach.
Najważniejsze, by robić to w ciszy, z intencją, której naprawdę potrzebujesz.

Listopad przypomina, że nawet w najciemniejszej porze roku warto mieć przy sobie coś, co pachnie latem i pamięcią.

piątek, 31 października 2025

NoS - Odcinek 7

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 7: Cisza spod kapliczki


Nie był duży. Tylko kilka kamiennych krzyży, połamanych tablic i samotna kapliczka z cegły, której dach zniknął dawno temu. Stary cmentarz położony w lesie, tuż za rozlewiskiem. Nie było tam drogi - tylko wąska ścieżka zarośnięta turzycami.

Miejscowi mówili o nim rzadko. Nie ze strachu, raczej z jakiegoś cichego wstydu. Kiedyś chowano tam ludzi „spoza”. Takich, co nie przystawali. Sami się trzymali na uboczu, więc i po śmierci spoczywali z dala.

Była tam jedna mogiła bez imienia. Mniejsza od innych. Nawet nie wiadomo, czyja. Krzyż z brzozy - od dawna zbutwiały - oparty był o kamień porośnięty mchem.

I tylko ta kapliczka wciąż stała.
Pusta. Ale nie do końca.

Bo czasem, gdy się tam zaszło, można było poczuć… obecność. Nie dreszcz. Nie strach. Coś gorszego - to uczucie, jakby ktoś stał dokładnie za Tobą. Zbyt blisko. Jakby oddychał Ci w kark, ale bez ciepła. Jakby chciał coś powiedzieć - ale nie mówił.

Mówią, że raz w roku - dokładnie wtedy, gdy pojawia się lampa - w kapliczce zapala się światło. Nie świeca. Nie ogień. Ale blask. Szarawy. Jakby ktoś czytał tam list. Albo modlił się.

Tylko raz ktoś odważył się i podszedł.
Tylko raz zrobiono zdjęcie. Rozmazane.
Na ujęciu - cień dziewczynki w cienkiej sukience, z rękami splecionymi na piersi i mężczyzna z psem. Nie patrzyli w obiektyw. Patrzyli w kamień. Ten bez imienia.

Odcinek 7 - Cisza spod kapliczki

poniedziałek, 27 października 2025

Dęby z charakterem

To, że dwa dęby rosną obok siebie, nie znaczy, że będą zachowywać się identycznie. Drzewa, nawet jeśli należą do tego samego gatunku, potrafią się różnić bardziej, niż nam się wydaje. Każde ma swój własny rytm, własny sposób reagowania na świat i zmiany pogody. Patrząc na dwa stojące obok siebie dęby - jeden już brązowy, drugi wciąż zielony - widać to wyraźnie. Ten pierwszy wygląda, jakby już się poddał jesieni, a drugi jak uparciuch, który nie chce jeszcze zrezygnować z lata. Ale w rzeczywistości oba postępują dokładnie tak, jak powinny - zgodnie z własnym planem przetrwania.


Różnice zaczynają się już na poziomie genów. Dąb, który wyrosł z żołędzia pochodzącego z cieplejszego regionu, będzie przyzwyczajony do dłuższego lata i później zacznie zrzucać liście. Ten, który pochodzi z północy lub z chłodniejszych terenów, szybciej wyczuje, że dni stają się krótsze i chłodniejsze, więc wcześniej wejdzie w tryb oszczędzania energii. Na to nakłada się mikroklimat - wystarczy kilka metrów różnicy w położeniu, by jedno drzewo miało cieplejsze stanowisko, a drugie bardziej wilgotne i chłodne. Dla drzewa to wystarczający sygnał, by inaczej zaplanować przejście w stan spoczynku.

Nie bez znaczenia jest też to, co dzieje się pod ziemią. Dęby żyją w ścisłej współpracy z grzybami, które oplatają ich korzenie i pomagają w pobieraniu wody oraz składników pokarmowych. Jeśli jeden z dębów ma lepiej rozwiniętą sieć mikoryzową, może dłużej utrzymać aktywność liści i opóźnić wejście w zimowy sen. Drzewo z uboższą siecią grzybni szybciej ogranicza wymianę gazową i traci zieleń.

Znaczenie ma też bilans wody. Po suchym lecie niektóre dęby zaczynają wcześniej zamykać aparaty szparkowe w liściach, żeby nie tracić wilgoci. To z kolei przyspiesza proces żółknięcia i brązowienia. Inne, które mają dostęp do głębszych zasobów wody, mogą pozwolić sobie na dłuższe utrzymanie zieleni.

Z zewnątrz wygląda to jak kaprys natury, ale w rzeczywistości każdy z tych dębów działa rozsądnie, zgodnie z własną strategią. Jedne wybierają bezpieczeństwo i szybciej zasypiają, inne ryzykują, licząc na kilka dodatkowych dni ciepła. Właśnie dzięki tej różnorodności las jest odporny. Gdy jedne drzewa odpoczywają, inne wciąż produkują tlen i cień.

Więc kiedy następnym razem zobaczysz obok siebie dwa dęby - jeden już w kolorach jesieni, a drugi jeszcze zielony - pamiętaj, że patrzysz nie na sprzeczność, lecz na przejaw mądrości przyrody. Bo każdy dąb ma swój charakter.

piątek, 24 października 2025

MiniPoradnik grzybiarza - lepsze od suszenia jest mrożenie opieniek

Mrożenie opieniek jest zdecydowanie lepszym sposobem przechowywania niż ich suszenie, i to z kilku bardzo konkretnych powodów. Przede wszystkim - opieńki po wysuszeniu tracą swój naturalny, delikatny aromat, a w jego miejsce pojawia się gorycz. To efekt przemian chemicznych, które zachodzą w grzybie podczas długiego suszenia, zwłaszcza w wyższej temperaturze. W efekcie susz z opieniek, zamiast być pachnącym dodatkiem do potraw, często wymaga długiego moczenia i gotowania, a i tak potrafi zepsuć smak całego dania.


Mrożenie działa odwrotnie - pozwala zatrzymać wszystko, co w tych grzybach najcenniejsze. Po krótkim obgotowaniu i odcedzeniu można je zamrozić w porcjach, a po rozmrożeniu nadal mają swój naturalny zapach i miękką strukturę. Nie robią się gumowate ani kruche, nie rozpadają się, dzięki czemu można ich użyć od razu - do sosu, jajecznicy, farszu czy bigosu. To także najbezpieczniejszy sposób przechowywania, bo opieńki zawierają substancje toksyczne, które rozkładają się dopiero podczas gotowania. Wysuszenie ich na surowo nie usuwa tych toksyn całkowicie, a to może prowadzić do problemów żołądkowych u wrażliwszych osób.

Nie bez znaczenia jest też wygoda - mrożone grzyby nie wymagają moczenia ani długiego przygotowania. Wystarczy wyjąć je z zamrażarki i wrzucić na patelnię. Susz natomiast wymaga wcześniejszego namaczania i obróbki, co zabiera czas i odbiera spontaniczność gotowania. Do tego suszone opieńki mają bardzo intensywny zapach, który łatwo przenika do innych produktów w spiżarni, podczas gdy mrożone zachowują neutralność i nie zajmują wiele miejsca, jeśli są spakowane w płaskie woreczki.

Podsumowując - mrożenie opieniek nie tylko zachowuje ich smak i aromat, ale też gwarantuje bezpieczeństwo i wygodę użycia. To rozwiązanie praktyczne, szybkie i pewne, dzięki któremu można cieszyć się pełnią ich smaku nawet w środku zimy.

poniedziałek, 20 października 2025

Szyszki sosnowe vs gryzonie

Gdy robi się chłodniej, gryzonie zaczynają szukać schronienia w miejscach, gdzie człowiek trzyma narzędzia, zapasy albo po prostu rzadko zagląda. Strychy, szopy, garaże, altany - to dla nich idealne lokum. Zwykle pierwszym odruchem jest sięgnięcie po trutki lub pułapki. Ale jest też inna opcja - prostsza, bezpieczna i… pachnąca lasem. Szyszki sosnowe.


Zacznijmy od tego, że nie ma jeszcze badań naukowych, które jednoznacznie potwierdziłyby, że szyszki odstraszają myszy czy kuny. Mimo to, wiele osób stosuje je z powodzeniem. Dlaczego? Świeże szyszki, zwłaszcza te jeszcze półotwarte i pokryte żywicą, mają bardzo intensywny, leśny zapach. Dla nas może być przyjemny, ale dla wrażliwych nosów gryzoni - już niekoniecznie. Do tego dochodzi fakt, że szyszki są kłujące i nieprzyjemne w dotyku, więc mogą zniechęcać do wchodzenia w niektóre zakamarki.

Zbierając szyszki do tego celu, warto wybierać te najbardziej żywiczne - świeże, lepkie w dotyku, z błyszczącą żywicą. Suszone egzemplarze też się nadają, ale ich działanie jest mniej intensywne. Można je lekko zgnieść lub rozłupać, żeby jeszcze mocniej uwolnić zapach.

Szyszki najlepiej rozłożyć w miejscach, gdzie podejrzewamy obecność nieproszonych gości - w narożnikach, przy drzwiach, pod półkami, na strychu, a nawet w zakamarkach auta zaparkowanego w stodole. Dobrze sprawdza się też metoda „woreczkowa” - kilka szyszek włożonych do jutowego woreczka i zawieszonych na haku czy gwoździu.

Jeśli chcesz wzmocnić działanie takiego naturalnego odstraszacza, możesz skropić szyszki olejkiem eterycznym - najlepiej sosnowym, eukaliptusowym lub miętowym. Szyszki bardzo dobrze chłoną zapachy, więc taki zabieg sprawi, że będą działać mocniej i dłużej. Wystarczy kilka kropli, zamknięcie na dobę w słoiku, a potem - gotowe. Intensywny aromat nieźle zniechęca nieproszonych lokatorów.

Warto jednak pamiętać, że to metoda raczej prewencyjna niż interwencyjna. Nie pozbędziesz się w ten sposób inwazji myszy czy kun - ale możesz skutecznie zniechęcić je do osiedlenia się u Ciebie. Jeśli problem już jest, trzeba sięgnąć po bardziej zdecydowane środki.

Szyszki jako naturalny odstraszacz? Czemu nie. W lesie znajdziesz ich mnóstwo, kosztują dokładnie nic, a przy okazji wprowadzają do przestrzeni trochę leśnego klimatu. Spróbuj - to jeden z tych prostych sposobów, które zaskakują skutecznością.

piątek, 17 października 2025

Raport grzybowy - z poszukiwania opieniek

Przed tygodniem rozprawialiśmy, dlaczego opieniek jeszcze nie ma. Minęło 7 dni i wybraliśmy się do lasu, by sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Tym razem pojechaliśmy w okolice Wąwozu Myśliborskiego do Myślinowa. Jest tam las mieszany, w którym przed laty zbieraliśmy spore ilości opieniek. Kilka miejscówek (dwie, trzy) i kilka pełnych koszyków.


Grzybnia opieńkowa przez lata potrafi migrować, w kierunku bardziej sprzyjających miejsc - świeżo ściętych pni, które może eksploatować, dlatego sprawdziliśmy dzisiejszy las trochę szerzej.

Tym razem nam się nie poszczęściło. Opieniek nadal nie ma. Wygląda na to, że wciąż jest za mokro i za ciepło, by grzybnia w tym rejonie ruszyła. 

Nie pozostaje nic innego, jak czekać i wypatrywać wysypu, bo przecież kiedyś chyba nastąpi, prawda?


Ps: Innych grzybów jadalnych także brak.

środa, 15 października 2025

NoS - Odcinek 6

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 6: Milczenie z drugiego brzegu


Nie było fali.
Staw stał nieruchomo - jakby nigdy nic w nim nie poruszyło się od lat. Nie było ptaków. Nie było szumu. Tylko bezruch. I cisza - taka, która przykleja się do skóry.

Tu siadała za młodu.
Zawsze w tym samym miejscu - na kamieniu pod brzozą, z widokiem na drugi brzeg. Nie po to, by podziwiać wodę. Nie po spokój. Patrzyła, jakby czekała, aż ktoś się tam pojawi. Ktoś bliski. Może brat. Może matka. Może nikt z imienia, ale ktoś z serca.

Ludzie czasem ją widywali. Siedzącą bez ruchu, z rękami na kolanach. Mówili, że zadumana. Albo że „ma swoje sprawy”. Ale nikt nie wiedział, że patrzy na granicę.

Bo tamten brzeg był inny. Zawsze nieco ciemniejszy. Zawsze zamglony. Jakby należał do kogoś, kogo już nie ma - ale kto jeszcze nie odszedł całkiem.

A teraz...

Teraz ona już nie siedzi na tym brzegu. Nie ma jej pod brzozą. Nie ma śladów stóp. Teraz stoi po drugiej stronie. Dokładnie tam, gdzie patrzyła całe życie.
Nie macha. Nie przyzywa. Tylko stoi - z tą samą sukienką, z tą samą ciszą w oczach. Tylko, że teraz... to ona patrzy w naszą stronę.

Już nie musi czytać ognia. Nie potrzebuje znaków, ani płomieni. Bo już wszystko wie.
I nie wiadomo, czy kogoś wypatruje. Czy tylko sprawdza, czy ktoś czeka - tak jak ona kiedyś.

Odcinek 6 - Milczenie z drugiego brzegu

poniedziałek, 13 października 2025

Warzywnik roku 2025

Przez ostatnie dwa lata, było bradzo niewiele o naszym warzywniku i perypetiach z nim związanych. Pozostawiliśmy ziemię odłogiem, bo pochłaniały nas remonty i związane z tym prace budowlane.
W tym roku udało nam się jedynie wysiać paprykę i o tym jest poniższy tekst.


Papryka z marketu

Nie trzeba zamawiać nasion z drugiego końca świata, żeby mieć własne papryki chilli. Wystarczy zwykła papryczka kupiona w markecie. Taka, jaką dorzucasz do sosu czy marynaty.

W środku ma dziesiątki nasion - i to właśnie one są kluczem. Wystarczy je wyjąć, wysuszyć kilka dni na papierowym ręczniku i wysiać wczesną wiosną do doniczki. Zazwyczaj wschodzą bez problemu. Niektóre rosną łagodniejsze, inne potrafią porządnie zapiec - zależy od odmiany, której nikt już nie opisze na etykiecie.


A potem, latem, krzaczki obsypują się owocami. Zielone, żółknące, wreszcie czerwone - jak płomyki wśród liści. Część można zjeść na świeżo, część ususzyć, resztę wrzucić do słoika z oliwą.

I tak z jednej papryczki z marketu robi się cały rząd ognistych krzaczków.
Prosto, tanio, po swojemu.

piątek, 10 października 2025

Światowy Dzień Drzewa

Drzewa są z nami od zawsze. Nie proszą o uwagę, nie wołają o uznanie, a jednak ich obecność jest nieoceniona. Oczyszczają powietrze, dają cień, stabilizują glebę, regulują wodę i temperaturę. Chronią bioróżnorodność, tworzą siedliska dla setek gatunków i są fundamentem życia na naszej planecie.

Choć milczą, wiedzą wszystko - zmiany, które zachodzą wokół nich, przesyłają sobie poprzez korzenie i liście. Ich rytm życia wyznacza rytm natury, a my jesteśmy jego częścią. Codziennie korzystamy z ich dobrodziejstw, często nie zauważając, ile im zawdzięczamy.


Światowy Dzień Drzewa to moment, by się zatrzymać i docenić ich obecność. To okazja, by spojrzeć w górę, dostrzec strukturę korony, poczuć siłę pnia, zrozumieć, że te milczące istoty kształtują nasze życie w każdym aspekcie - od powietrza, którym oddychamy, po drewno w naszych domach.

Niech to będzie przypomnienie, że każde drzewo ma znaczenie. Dbajmy o nie, szanujmy je i pamiętajmy, że ich życie jest nierozerwalnie związane z naszym.

wtorek, 7 października 2025

Jabłonie w jesiennym świetle

W sadzie cicho, tylko liście szeleszczą i co chwilę słychać, jak kolejne jabłko spada na trawę. Gałęzie uginają się pod ciężarem owoców, jakby sama ziemia chciała przypomnieć, że czas zbiorów to nie tylko praca, ale i podziękowanie za obfitość.

Jabłko od zawsze miało w ludowej tradycji szczególne znaczenie. Symbolizowało miłość, płodność i długowieczność. Wierzono, że kto zje pierwsze jabłko z jesiennego zbioru, temu dopisze zdrowie przez cały rok. W niektórych wsiach zachowało się nawet powiedzenie:
„Kto jabłko w sadzie zerwie z rana, tego choroba nie złamana.”

Dawniej jabłka kładziono też na oknach i stołach, by „dom pachniał dobrobytem”. A w Boże Narodzenie, jabłko było jednym z pierwszych darów, jakie kładziono na wigilijnym stole - symbol jedności, życia i błogosławieństwa.


Dziś może już nie pamiętamy wszystkich dawnych obrzędów, ale wystarczy przejść między drzewami, dotknąć chłodnej skórki owocu i poczuć jego ciężar w dłoni, żeby zrozumieć, dlaczego nasi przodkowie widzieli w nim coś więcej niż zwykły owoc.
Jabłko to echo lata i obietnica zimowych zapasów. Owoc, który łączy w sobie słońce, deszcz i ludzką troskę.

sobota, 4 października 2025

Raport grzybowy - z Gór Kruczych

Dzisiaj wybraliśmy się pod Lubawkę, przez Kruczy Kamień do czeskiej granicy, by nazbierać wyczekiwanych opieniek.
Niestety nie znaleźliśmy, ani jednej sztuki.



Przywieźliśmy za to z lasu, w sumie 8kg: podgrzybków, koźlarzy, prawdziwków, borowików ceglastoporych i maślaków. Jednym słowem - grzybów w lesie nie brakuje. Co prawda we dwie osoby prześliśmy 15km po tych pięknych górach, więc szału nie ma. Ale dla cierpliwych, to o tyle fajne miejsce, że niezbyt popularne. My dzisiejszego poranka, nie spotkaliśmy, ani jednej osoby w lesie.
To taki mały raj dla grzybiarzy, do którego jeszcze warto zajrzeć tej jesieni.




czwartek, 2 października 2025

Ziołowe talizmany na październik

Październik to czas, gdy mgły dłużej snują się nad polami, a dzień ustępuje miejsca nocy szybciej, niż byśmy chcieli. To miesiąc przejścia - między jasnością i cieniem, ciepłem i chłodem, życiem i wspomnieniem. Wierzono, że właśnie teraz granice stają się cieńsze: to, co ukryte, łatwiej zagląda w nasze progi. Dlatego ludzie od dawna sięgali po talizmany z ziół - proste, a jednocześnie niosące w sobie pamięć pokoleń.


Dawna szeptucha zawieszała nad drzwiami gałązkę jarzębiny, by chroniła dom przed urokami. Pasterz zabierał do torby piołun, żeby nic nieczystego nie podeszło do stada. Kobiety trzymały przy sercu suszoną lawendę, by nie zakradał się niepokój w długie, jesienne noce. Każda roślina niosła w sobie znak - przypomnienie, że natura potrafi strzec i prowadzić.


Szałwia
Oczyszcza przestrzeń i myśli. Ususzona i zawieszona przy wejściu działa jak strażnik, nie wpuszczając złej energii.

Rozmaryn
Symbol wierności i jasności umysłu. W październiku warto trzymać gałązkę rozmarynu w kuchni - przynosi spokój i harmonię domownikom.

Jarzębina
Jej czerwone korale od wieków chroniły przed urokami i złym okiem. Wplecione w wianek czy wisiorek działają jak tarcza ochronna.

Piołun
Silne ziele ochronne. Dawniej wkładano go do kieszeni podczas wędrówek przez cmentarze i lasy, by odstraszał to, co niewidzialne.

Lawenda
Wiesza się ją przy łóżku, by przynosiła spokojny sen i odganiała nocne lęki.

Żołędzie dębów
Dawniej uważano za talizmany siły i płodności. Noszone w kieszeni miały przynosić zdrowie i długowieczność, a położone przy łóżku chroniły domowników przed chorobami.


Z tych roślin możesz spleść małe bukieciki -talizmaniki, zrobić z nich wianki albo zamknąć w lnianych woreczkach i nosić przy sobie. Najważniejsze, by przygotować je w ciszy, z intencją - bo właśnie ona nadaje im moc.

Październik uczy nas, że warto mieć przy sobie coś, co przypomina: jesteśmy pod opieką natury, nawet gdy noc zapada szybko.

wtorek, 30 września 2025

NoS - Odcinek 5

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 5: Tam, gdzie kończy się ogień

Ogień już nie mówił.
Jeszcze tlił się w palenisku, jeszcze rzucał cienie na ścianę, ale to nie był ten sam płomień, co kiedyś. Teraz tylko grzał. Jakby rozumiał, że nie ma już nic do dodania.

Siedzieli obok siebie, nieruchomo, blisko. On - przemoczony, z oczyma ciemnymi jak ziemia po deszczu. Ona - bez słowa, z dłońmi splecionymi na kolanach, z twarzą w półświetle.

Nie pytała, kim jest.
Wiedziała.
Nie od razu - ale teraz już tak.

sobota, 27 września 2025

Winorośl amurska

Winorośl Amurska (Vitis amurensis) oplata ceglany mur, tworząc zieloną ścianę z ciemnozielonymi liśćmi, które w przyszłości zmienią kolor na złoto, pomarańcz i czerwień. Pnącza pokrywają powierzchnię równomiernie, nadając ogrodowi spokojny, naturalny rytm, a ich zdrewniałe pędy tworzą strukturę wspierającą zarówno roślinę, jak i mur.


Owoce winorośli są małe, ciemnoniebieskie, jadalne, o wyraźnym smaku. Mogą być wykorzystane do soków, win, konfitur i nalewek. Zawierają witaminę C, antyoksydanty oraz substancje przeciwzapalne, dzięki czemu pełnią funkcję zarówno kulinarną, jak i leczniczą.

Roślina jest wyjątkowo odporna na niskie temperatury, dobrze rośnie na stanowiskach słonecznych i w lekkim półcieniu, na glebach przepuszczalnych. Dzięki naturalnej sile pnącza chronią mur przed nagrzewaniem i erozją, a owoce przyciągają ptaki i drobne zwierzęta.

Winorośl Amurska stanowi przykład harmonijnego połączenia wartości dekoracyjnej i praktycznej - tworzy ozdobną zieloną ścianę, a jednocześnie dostarcza owoców bogatych w smak i właściwości prozdrowotne.

wtorek, 23 września 2025

MiniPoradnik grzybiarza - naga prawda o grzybie z robakami

Niektórzy suszą lekko robaczywe grzyby, licząc, że robaki same wyjdą w trakcie suszenia. To częściowo prawda - larwy owadów często opuszczają owocnik, kiedy ten wysycha.

Problem w tym, że to nie rozwiązuje sprawy.
W grzybie zostają kanały wygryzione przez owady. Zostają też odchody i bakterie. Suszenie usuwa wodę, ale koncentruje wszystko inne, w tym to, czego nie chcemy.



Co warto wiedzieć:
- robaczywe grzyby są mniej aromatyczne, mają pustą, watowatą strukturę i mogą być gorzkawe,

- to nie robak jest problemem, tylko zanieczyszczenia i bakterie, które mogą wywołać mdłości, bóle brzucha czy rozwolnienie,

- to nie jest klasyczne zatrucie grzybami trującymi, ale efekt jedzenia zepsutego surowca.


Wniosek:
Robaczywego grzyba nie da się „uratować” suszeniem. Lepiej od razu wyrzucić uszkodzone sztuki, niż wkładać do suszarki i udawać, że problem sam się rozwiąże.

niedziela, 21 września 2025

Dzika róża - talizman domu i serca

Dzika róża dojrzewa pod lasem. Kto teraz przejdzie polną drogą, zauważy gałęzie obwieszone czerwonymi owocami. Jeszcze kilka tygodni i przyjdą przymrozki, ale już dziś widać, że to krzew wyjątkowy - nie tylko ze względu na witaminy i herbatki.
O róży powiadano różne rzeczy. Nie tylko leczyła, ale i chroniła.

piątek, 19 września 2025

Raport grzybowy - spod Wrocławia

Niemal dwa tygodnie temu, opublikowaliśmy post, jak policzyć kiedy będzie wysyp. I wygląda na to, że termin oszacowaliśmy idealnie. Dla lasów spod Wrocławia, wysyp miał ruszyć pomiędzy 15, a 20 września.

środa, 17 września 2025

Wrzos – roślina przesądów i zwiastun jesieni

Kiedy sierpniowe słońce zaczyna coraz niżej chylić się nad lasem, a poranki wypełniają się wilgocią i mgłą, na polanach i w borach pojawia się on - wrzos. Fioletowe kępy rozświetlają mchy, rozlewają się między sosnami i świerkami, tworząc malownicze kobierce. To znak, że lato powoli ustępuje miejsca jesieni. Wrzos jest jedną z tych roślin, które same w sobie niosą klimat przejścia - ciszę, wyciszenie, ale też tajemnicę.


Las pachnie wtedy inaczej: żywicą, wilgotną ziemią i delikatnym, miodowym aromatem wrzosowych kwiatów. Pszczoły, choć coraz mniej liczne, wciąż krążą nad kępami, zbierając nektar. To ostatnie wielkie kwitnienie przed jesienią - kolorowe pożegnanie lata.

poniedziałek, 15 września 2025

NoS - Odcinek 4

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 4: Światło przy cmentarnej bramie

Nie wiadomo, kto ją zawiesza. Nie ma świadków. Nie ma śladów. Tylko zawsze tego samego wieczoru - na gałęzi starego drzewa przy cmentarnej bramie - pojawia się naftowa lampa.

Z pełnym zbiorniczkiem. Z knotem przyciętym równo. Z ogniem, który nie gaśnie, choćby wichura. Nie wisi wysoko. Nie świeci jasno. Ale jak raz spojrzysz - to już wiesz, że jest dokładnie tam, gdzie ma być.

środa, 10 września 2025

Winiaczenie #18 :: 25r. - Dzikusy w akcji

13 sierpnia pokazywaliśmy Wam zielone kiście winogron - wtedy jeszcze twarde i cierpkie.

niedziela, 7 września 2025

MiniPoradnik grzybiarza: kiedy będzie wysyp?


Każdego roku przychodzi taki moment, że zadajemy sobie pytanie: „Kiedy będzie wysyp?” Próbując znaleźć odpowiedź, sprawdziliśmy - ile aktualnie potrzeba wody w lesie i policzyliśmy to.

Jak?

piątek, 5 września 2025

Puszcza Piska - zapomniane serce Mazur

Kiedy mówi się „Mazury”, większość myśli od razu o jeziorach. O Śniardwach, Bełdanach, o żaglówkach i gwarnych przystaniach. Tymczasem prawdziwe serce Mazur bije gdzie indziej - w Puszczy Piskiej, największym kompleksie leśnym regionu. Ponad sto tysięcy hektarów borów i lasów, gdzie można iść godzinami i nie spotkać nikogo.

czwartek, 4 września 2025

Raport grzybowy - z sosnowego lasu

Dzisiaj Raport wyjątkowy, bo pisany ogólnie o dolnośląskich lasach sosnowych. Będzie krótko, bo wygląda na to, że wszędzie jest zbyt sucho, by można było liczyć na znaczący zbiór grzybów.

wtorek, 2 września 2025

Ziołowe talizmany na wrzesień

Kiedyś wierzono, że wrzesień to czas przejścia - między latem a jesienią. Dni stawały się krótsze, ranki chłodniejsze, a człowiekowi coraz częściej towarzyszyła obawa przed chorobą i nadchodzącą ciemnością. Dlatego właśnie wtedy sięgano po talizmany z ziół i roślin, które miały chronić, dodać siły i odpędzić niepokój.

niedziela, 31 sierpnia 2025

NoS - Odcinek 3

🌿 Nocne opowieści Szeptuchy 🌿
Odcinek 3: Dziewczynka znad stawu

Nikt nie wiedział, skąd się wzięła. Może na chwilę. Może na wakacje. Może tylko ktoś ją przywiózł i zapomniał zabrać.

Nie mówiła dużo. Często chodziła boso, nawet gdy rosa wgryzała się w palce. Nie bawiła się z innymi dziećmi. Najczęściej siadała przy stawie - tam, gdzie trzciny zasłaniały brzeg, a woda nie odbijała nieba, tylko cień.

czwartek, 28 sierpnia 2025

Leśny trakt z wodą zamiast piachu

Są miejsca, gdzie ścieżka nagle zmienia swój charakter. Zamiast piachu i igliwia - lustro wody. Zamiast wąskiej drogi - szeroki pas trzcin i grzybieni. A jednak to nadal las, tylko oglądany z innej perspektywy.

Babięcka Struga - dziki trakt, który prowadzi przez serce zieleni. Tu nie ma mostów, nie ma znaków, nie ma śladów butów. Tylko nurt, który wie, gdzie płynąć, i Ty - jako pasażer, nie kierowca.

Z tej perspektywy wszystko wygląda inaczej. Drzewa nie wznoszą się pionowo jak kolumny, tylko pochylają się nad wodą, jakby chciały zerknąć w swoje odbicie. Światło wpada przez liście i załamuje się na powierzchni - raz w odblasku, raz w cieniu.

Ryby przemykają pod kajakiem, czasem błysk łuski, czasem tylko cień. Ptaki pojawiają się nagle, bez zapowiedzi - krzyk kaczek, szelest skrzydeł, trzepot czegoś, co nie zdążyło się schować. Wszystko tu ma swoje miejsce. Tu nie ma przypadkowych osobników.

Nawet powalone drzewo, które z pozoru wygląda jak przeszkoda, staje się przystankiem. Domem dla mchów, schronieniem dla ryb, miejscem, gdzie odpoczywa ważka. Może rosło tu od dekad, właśnie po to, by pewnego dnia położyć się w poprzek nurtu i dać początek czemuś nowemu.

Rzeka nie pyta o cel podróży.
Nie pogania. Nie ocenia.
Po prostu płynie. A Ty z nią.